of 138 /138
Bente Pedersen Roza Znad Fiordów *Akcja powieści toczy się na północnych krańcach Skandynawii, nad brzegami Oceanu Lodowatego, w dolinie rzeki Alta. Jest to region Norwegii zwany Finnmark, zamieszkany pierwotnie przez Lapończyków, półkoczowniczych pasterzy reniferów. W czasach nowóżytnych osiedlali się tu chlopi i rybacy norwescy, a także Finowie i Szwedzi. W trudnych warunkach arktycznych, gdzie przez część roku trwa noc polarna, śniegi i mrozy, a latem, w okresie dnia polarnego, słońce świeci przez całą dobę, rozwijały się obok siebie odmienne kultury, języki, religie. Przybysze z różnych stron współpracowali ze sobą, ale często zwalczali się, okazywali innym pogardę, widzieli w sobie nawzajem obcych. Różnice przetrwały do naszych dni.

Pedersen Bente - Roza znad Fiordów 01- Uwiedziona

Embed Size (px)

Text of Pedersen Bente - Roza znad Fiordów 01- Uwiedziona

Bente Pedersen Roza Znad Fiordw *Akcja powieci toczy si na pnocnych kracach Skandynawii, nad brzegami Oceanu Lodowatego, w dolinie rzeki Alta. Jest to region Norwegii zwany Finnmark, zamieszkany pierwotnie przez Lapoczykw, pkoczowniczych pasterzy reniferw. W czasach nowytnych osiedlali si tu chlopi i rybacy norwescy, a take Finowie i Szwedzi. W trudnych warunkach arktycznych, gdzie przez cz roku trwa noc polarna, niegi i mrozy, a latem, w okresie dnia polarnego, soce wieci przez ca dob, rozwijay si obok siebie odmienne kultury, jzyki, religie. Przybysze z rnych stron wsppracowali ze sob, ale czsto zwalczali si, okazywali innym pogard, widzieli w sobie nawzajem obcych. Rnice przetrway do naszych dni.

Czuj na skrze powiew agodnego, lipcowego wiatru. Powinnam si pewnie okry, ale w kocu jest na to za pno. Odczuwam ten wiatr niemal jak pocieszenie. Delikatniej nikt mnie przedtem nie dotyka. Ciepy, aksamitny oddech agodzi bl, jaki mi zaday jego twarde donie. Tumi pami cikiego ciaa Jensa. Jak mogam by taka gupia? On jest najpikniejszy w caym okrgu Aka*. Nie widziaam jeszcze takiego szczerego umiechu. Biaego i szerokiego. Jens ma mocne szczki. Czoo wysokie, nos prosty i wski. A grzyw t niczym maso. Nie znam nikogo, kto by mia takie wosy jak on. Jak maso, jak ziarno i zarazem jak len. Jak blask soca. Od razu poznasz, e pochodzi z poudnia, e jego rd wywodzi si z Trondelag. Boe, jaki on jest urodziwy! I mimo wszystko mam wierzy, e ta sprawa ze mn to na powanie? Soce grzeje. Ciepo jest doni na moich wosach. Jest matk. Jakbym matki nie miaa do w domu! Mojej matki o oczach rybitwy. Popatrzy na moje ubranie i jej oczy powiedz to, czego usta nigdy by nie wymwiy. Nie sdz, by ona, moja matka, wyrzeka kiedykolwiek jakie nieprzyzwoite sowo. Ale mnie urodzia, gdy miaa czternacie lat. Dlatego nie moe powiedzie, e cigam wstyd na rodzin. Pierwszym razem tak powiedziaa. A wtedy ja popatrzyam jej w oczy i odparam, e ona w swoim czasie te rozkadaa kolana, chocia nie bya matk. I matka odwrcia wzrok. Ona si tego wstydzi. Sama nigdy o tym nie mwi. Ale przecie ja umiem liczy. W kadym razie do czternastu. Miaa trzynacie lat, gdy pozwolia mojemu ojcu zrobi sobie dziecko. Ja mam szesnacie. I chc mie dziecko mojego ukochanego. Unosz kolana i nadal le. Wiem, jak trzeba postpowa. Wystarczajco czsto suchaam dorosych kobiet. Chc go w sobie zatrzyma. Chc wierzy, e mog urodzi jego synka albo creczk. Wydaabym na wiat dziecko bardzo adne. On myla, e by pierwszy, ten Jens o bkitnych oczach. Cieszyabym si, majc dziecko o takich oczach jak on. O lniano zocistych wosach, o dobrym, silnym, mocnym podbrdku. On nigdy by tego malca nie nazwa swoim, ale to bez znaczenia. Ja bym i tak wiedziaa, e jest jego. I wszyscy by to widzieli. Roza, mwiliby. Roza, jakie ty masz pikne dziecko! Le w cieple lipcowego dnia i jestem sama. Nikt tu nigdy nie przychodzi. Niski las ronie gsto. Gsienice objadaj licie tak, e zostaj z nich tylko strzpy. On myla, e jest pierwszy. Poniewa jestem brzydka. Nie prosiam, eby taka by. Byam adna a do dwunastego roku ycia, ale Jens przyby do Kafjord dopiero dwa lata temu. On nie wie tego, co ludzie przewanie wiedz, nie wie, e byam najpikniejsz dziewczyn w dystrykcie. Bo o takich sprawach wszyscy milcz. On moe si tylko ze mnie mia i mwi, e jestem szpetna. Ale moje ciao obciskiwa. Wzi je jak swoje. To ojciec mnie oszpeci. Byam taka liczna, e ludzie przybywali z daleka, eby mnie zobaczy. Pogoski o urodziwej dziewczynie, ktra mieszka w gbi Kafjorden, rozchodziy si daleko. O tej, ktra ma wosy ognicie rude i oczy lodowato niebieskie, cer jak krew z mlekiem i doeczek na jednym policzku. Ludzie mwili, e bd w tym doeczku zbiera pocaunki. Tamten mczyzna by Anglikiem i przyby tutaj, by odwiedzi Crowea z kopalni. Bg jeden wie, co Powiedzia, bo nikt go nie rozumia. Ale umiecha si tak, e wiedziaam, i podoba mu si to, co widzi. Nawet dwunastoletnia kobieta wie takie rzeczy.

Mj ojciec pracuje w kopalni. Grnicy chichotali za jego plecami. Gadali, e powinien si bardzo stara, by trzyma chopw z daleka od swojej piknej crki. Powtarzali, e wielcy panowie rozbieraj j oczami. miali si, e niedugo bdzie mg porzuci robot kopalni, bo jego crka z atwoci zarobi na chleb dla caej rodziny. Ma wszystko, co do tego potrzebne. A jak podronie, to bdzie miaa jeszcze wicej. Kpili, e nasienie mojego ojca jest na wag zota. A zoto wci si wyej ceni ni mied. I tumili miechy. Mj ojciec nie mg znie, eby si kto z niego mia. Zrobi dziecko najadniejszej dziewczynie w okrgu Alta, kiedy skoczya ledwie trzynacie lat. By to czyn, ktrym si nie przechwala, ale czsto ze miechem opowiada, e jednym machniciem rki przegoni omiu innych konkurentw, Nanna bowiem chciaa tylko jego. Moja matka bya pikna. Ojciec mj, Samuel, mia silne pici i potrafi si mia. Mia bysk w oczach i gsty zarost, ktry rzadko goli. Ja nigdy nie pojam, jak matka moga zrezygnowa ze wszystkich innych konkurentw. Przecie musia wrd nich by kto, z kim yoby jej si lepiej ni z moim ojcem. Ona jednak zostaa z nim. Urodzia mnie i dziesiciu synw. Szeciu przeyo. Moi bracia te s bardzo urodziwi. adne z nas nie jest podobne do ojca. Ale ojciec najbardziej wzi sobie do serca to, e ja byam taka pikna. Syn Anglika powiedzia do mnie co niezrozumiaego, kiedy staam przy studni i czerpaam wod do prania. Mrugn do mnie i wyglda okropnie gupio, jaki taki wystrojony w ubranie przeznaczone bardziej dla kobiet. Ale oni tam w The House s inni. Moe mu nawet odpowiedziaam umiechem. Byo to cztery lata temu. Nie wszystko ju pamitam tak dokadnie. I nie wszystko chciaabym pamita. Ten cudzoziemiec mnie oniemiela, ale przyby stamtd, z The House, wic nie mogam by niegrzeczna. By moe si do niego umiechnam. On te ju tego nie pamita. To mj ojciec zgotowa mi takie ycie. Kiedy zobaczy, e ten Anglik si do mnie umiecha, zaprowadzi mnie do piekarni. Wypdzi stamtd matk. Wznosi si nade mn niczym wielka, naga gra. Pici ojca byy ogromne. Jak opaty. Jedn rk zapa oba moje nadgarstki. Zwiza je na plecach. Schwyci mnie za kark i przycisn moj twarz do rozpalonego piekarskiego kamienia. Wrzeszczaam tak, e pomieszczenie stao si jednym krzykiem, wypenionym gorc par. I zapachem pszennego chleba. Ten zapach mnie dawi. Dopiero pniej zdaam sobie z tego spraw. Trzyma mnie dopty, dopki mj policzek cakiem nie przywar do kamienia, na ktrym matka pieka podpomyki. Wtedy mnie puci. Na czarnym, pokrytym sadz kamieniu zostaa cienka jak papier skra. Ogie i para. On zapa wielki saganek, w ktrym matka grzaa wod do prania, i wyla mi wrztek na rami i bark. Jego umiech nie dotar do oczu, ale by w nich jaki triumf, kiedy w kocu wpuci matk do rodka. - Nasza Roza nie bdzie ju zbiera pocaunkw w doeczku - powiedzia i wyszed w chodny, wczesnozimowy dzie. Wci jeszcze sysz skrzyp jego podeszew na niegu. Matka pada przede mn na kolana i zasonia rkami swoje pikne policzki. - O mj Boe, Samuel, co ty zrobi! - krzyczaa. Krzyczaa tak, e chciaam j uspokaja. Ale nie byam w stanie si ruszy. Moja pikna matka o czarnych wosach i byszczcych oczach, ktre nadal sprawiaj, e mczyni na jej widok agodniej. Nawet teraz zaczynaj tokowa w jej obecnoci, cho jest Nann Samuelow, od dawna zamn kobiet. Mj ojciec zawsze by z tego powodu i dumny, i zazdrosny. - Okaleczye dziecko, Samuelu! - Zerwaa si z miejsca i poleciaa za nim. Ja leaam na kamiennej

pododze i przyciskaam do niej poparzony policzek, udao mi si go troch ostudzi. Tego wieczora ojciec mia na twarzy lady jej paznokci. Ale jego rany si zabliniy i nawet ladu nie zostao pod jasnozocistym zarostem. Jeszcze tej samej nocy matka pozwolia mu si obejmowa. Syszaam jej miech za falujc zason, ktra dzielia ich od nas, dzieci, w alkierzu. miech przypominajcy szum strumienia, przywodzcy na myl migotliwe promienie soca. Lekka bkitna tkanina, zawieszona midzy nimi a nami, falowaa raz po raz. Syszaam skrzypienie ka A ja stawaam si taka, jak mnie teraz ludzie widz. Ale byam pikna. Urodziam si, by by pikn kobiet. W roku 1826 Roza miaa cztery lata. Byo ju na wiecie dwch jej braci, ale to Roza bya ksiniczk w ich ciasnej chacie z drewnianych bali, skadajcej si z jednej izby i alkierza, pooonej w gbi Kafjordboten. Ojciec dziewczynki posiada kilka owiec, ktrymi opiekowaa si Nanna. Nie porzuci przecie rodzinnego yertorne i nie przyby tutaj, by hodowa owce. Przyjecha na wybrzee, by si odywi morskimi rybami, sta si bogatym czowiekiem i znale dla siebie kawaek ziemi na tyle duy, by go nie mg obej w cigu jednej doby. Ale niestety, w kawaek ziemi, jaki udao mu si zdoby, by bardzo may. Wichry i w ogle pogoda nie sprzyjay tej krainie. Zboe nie zawsze zdyo dojrze, a na ryby w morzu rzadko mona byo liczy. Tylko jczmie ponny, zwany tutaj w Alta, jako sobie radzi w cigu dziewidziesiciu dni wegetacji, dojrzewa i ty nadawa si do zbierania. Samuel nie traktowa go jak zboa On pochodzi z krainy duo wikszych pl i przeklina swj los najmodszego syna Samuel pywa dla innych i zarabia na handlu rosyjsk mk. To stanowio jego gwny dochd. Nie wiodo mu si gorzej ni jego znajomym, ale by czowiekiem przewidujcym i wiedzia, e nigdy nie bdzie bogatszy ni jego ssiedzi. Mia dwadziecia pi lat, kiedy na targu w Bossekop pozdziera sobie skr z rk w bjce i zosta sam z umiechem Nanny, najadniejszej dziewczyny, jaka w owym czasie deptaa nieg w Alcie. Pochodzia z pobliskich wysp. Jej ojciec zajmowa si poowami, handlowa te z Rosj, ale nic wielkiego. Byli to ludzie pracowici, crka miaa trzynacie lat i bardzo szybko dojrzaa. Omiu zalotnikw trzymaa na dystans, jego jednak dopucia do siebie. Wielki podbj Samuela z Oyertorne przynis owoce. Ranghild Indianne musiaa wyj za m, ale miaa si radonie, kiedy polubiano j barczystemu przybyszowi z Tornedalen. Nanna wysoko nosia gow i zadzieraa nosa, cho wszyscy wiedzieli, e spodziewa si dziecka. Pozwalaa, by jej maa do tona wielkiej rce Samuela, i dumna bya z domu, ktry jej ofiarowa, cho to tylko dwie ciasne izby midzy czonymi na wgie balami, pod dachem z torfu. Kiedy najstarsze dziecko przyszo na wiat pnym latem 1822 roku, wierzbwka staa w penym rozkwicie pod cianami nowego domu. Podkrelaa swoj yciow si, jak tylko moga. I Samuel dotyka delikatnie policzka dziecka, bdcego owocem mioci. Malestwo miao skr jak jedwab, rude wosy otaczay gsto liczn, ma gwk. Ale byy czerwone; jak ogie, nie jak wierzbwka. On jednak mia wraenie, e dostrzega w crce t sam yciow si, ktra tkwia w kwiatach. - Ona jest pikna - mwia Nanna i umiechaa si. Dostrzegaa rysy swojego rodu w malutkiej twarzyczce jeszcze nieznanej, ale ju tak bardzo drogiej. - Ona jest pikna jak kwiat, Samuelu! - W takim razie wdaa si w matk - rzek, bo nadal by do niepamici zakochany w Nannie, ktrej okrge policzki pony. Jego Nanna. Czternacie lat i matka. Twoja matka te musiaa by pikna - doda, bo ogarno go przekonanie, e to

pikno, ktrego mog dotyka jego wielkie donie, nie pochodzi od niego. - Wci jest pikna - zakoczy. Matka Nanny bya ze trzy lub cztery lata starsza od niego, nie chcia urazi ony. I Samuel myla o kwiatach pod oknem domu. Pogaska dziecko po policzku. Creczka spaa jak anioek, pulchna, rumiana, a ciemnofiokowe oczy noworodka byy ukryte pod powiekami. - Wiesz, Nanno, u nas te kwiaty, ktre mamy za oknem, nazywaj rallarrosa kolejarskie re*. Myl, e to by mogo by imi dla naszego dziecka - Roza, bo ona jest jak kwiatek No i tak j nazwali: Roza Samuelsdatter. Roza crka Samuela. Nie mog tu duej lee. Musz wraca do domu. Czekaj na mnie obowizki. A co tam, niech ona zobaczy, co ma zobaczy, moja matka. I niech wie. Kopalnia w Kafjord rodzia si w wielkich blach. Na pocztku prace polegay gwnie na zbieraniu kawakw rudy. Z tego jednak nie byo pienidzy, potrzebny by kapita i wicej robotnikw. Ci, ktrych waciciele mogli znale w okolicach Alty, nie wykazywali chci do pracy we wntrzu gry. Cho ludzie yli biednie, woleli trzyma si tego, co znajome: odzi i swoich malekich gospodarstw. Tylko niektrzy gotowi byli sprbowa czego tak niepewnego i nieznanego, jak praca w kopalni. W pierwszych latach wic Crowe i Woodward przemierzali Szwecj i Norwegi w poszukiwaniu zdolnych grnikw. Jedzili nawet do Anglii i sprowadzali do Finnmarku ludzi a z Kornwalii. Trwao to wszystko dugo, przyjli grup z Reros, przybywali te grnicy ze Szwecji, z okolic Faun. Mieszkacy Alty, ktrzy niejedno widzieli, gadali, e nigdy jeszcze nie spotkali mczyzn, ktrzy mog a tyle wypi, ale pracowa ci Szwedzi te umiej, co prawda, to prawda! Przybyy rodziny z Tornedalen i Trysil, z Gudbrandsdalen, Roros i Trondhjem. I mnstwo samotnych mczyzn ze wszystkich stron, nawet z Rosji. Mae Kafjord z garstk starych domostw rozrastao si wraz z kopalni. W roku 1833 mieszkao tu kilkaset osb, z ktrych ponad sto pracowao w kopalni, reszta wykonywaa jakie inne usugi, te dla kopalni uyteczne. Rzadko tylko ojciec rodziny zarabia. Matka i starsze dzieci zwykle rwnie miay zajcie. Wci byo sporo pienidzy do zarobienia. Zawarto miedzi w rudzie nie okazaa si a tak dua, jak pierwsze, optymistyczne obliczenia wskazyway, ale wydobycie si opacao, i to bardzo. Bogaciy si osady nad fiordem, w Mattisdalen, i dalej w stron rzeki Alta. Rne spoecznoci yy jednak kada sobie, rzadko si mieszay. Niech tkwia w wielu... Rzadko kiedy modzi pobierali si z kim spoza wasnej grupy, Nanna i Samuel naleeli do wyjtkw, zreszt na wybrzeu zdarzao si to czciej. Morze to szlak, ktry wie ze sob rne miejsca. Ojciec Nanny nie uwaa, e zi z obcych stron to co nadzwyczajnego. Wystarczao mu, by dobrze traktowa jego crk, a przecie Samuel dosownie nosi j na rkach. I chocia w dziecistwie wydeptywa cieki na obcej ziemi, to teraz by bardziej Norwegiem ni wielu miejscowych. Norweskiego wprawdzie nigdy dobrze nie opanowa, ale stara si. Nanna nigdy go nie poprawiaa, zreszt nikt inny te nie. Dzieciom nie wolno byo nawet sowa powiedzie po fisku, bo wtedy w robocie by szeroki, skrzany pas ojca. A jeli ojciec uzna, e kara powinna by szczeglnie surowa, bi mosin sprzczk. W drewnianym domu Samuela dorastaa bardzo posuszna gromadka. Przynajmniej na pozr. Unika innych Tornedalczykw, ktrzy osiedlili si ledwie rzut kamieniem od niego. Miejsce dostao nazw Kreta. Samuel nie mia tam adnych znajomych. I pilnowa, eby jego dzieci te nie miay. Nanna robia, co Samuel kaza. Roza dorastaa pord norweskich sw, przewanie jednak nie gosy, lecz cisza panowaa w Samuelsborg. Tak bowiem nazw jej ojciec nada swojemu

kawakowi ziemi. Wymawia j z jakim jakby szyderczym umiechem, ale Roza zawsze uwaaa, e jej dom jest rwnie wyjtkowy jak krlewski zamek z bani. Przychodzili do nich tylko ludzie, ktrych jej ojciec yczy sobie widzie w swoich progach. Ci, ktrych zaprasza. Najczciej w Samuelsborg zjawiali si obcy, przejezdni, odwiedzali ich tylko raz. Z takimi ojciec Rozy mg si mia. A miech mia dudnicy jak huk wodospadu na wiosn, gdy puszczaj lody. Dobrze byo sysze ten miech, Roza nieustannie za tym tsknia. Bya jeszcze dzieckiem, kiedy poja, e Samuel nie czuje si wolny ani w domu, ani w Alcie. Moe nawet i w Norwegii. Nosi w sobie wielk tsknot i dla niej podejmowa w swoim yciu podre. To ona przywioda go nad t odnog fiordu. Do kawaka ziemi ywicielki, do strumienia, za ktrym mogy poda myli, i do ciemnozielonego pasma lasu na horyzoncie, ktry pozwala utrzyma w ryzach nawet najbardziej trudn do wypowiedzenia tsknot. Ale kopalnia okazaa si wyzwaniem, ktremu nie mg podoa. Nikt nie moe wygra z gr - Pole ziemniaczane zarasta chwastami, a ty si wczysz nie wiadomo gdzie burcza Samuel na Roz. - Nie bdzie jedzenia dla kogo, kto ani razu nie schyli grzbietu nad ziemi. Crka nie odpowiadaa. Nie ma sensu mu odpowiada. - A Eyen mwi, e uprawianie ziemniakw jest gupie - oznajmi jeden z modszych braci Rozy, Hans. - Eyen mwi, e lepiej opaca si zboe. - Eyen gada, co mu lina na jzyk przyniesie - uci Samuel, ktry widocznie sucha rozmowy dzieci. - Rodzina Eyena sprowadzia si tutaj w zimie. Moe si oczywicie zdarzy, e Eyen dobrze wyjdzie na zbou, ale on nie wie, jakie tutaj bywaj lata. My te w pierwszym okresie sialimy zboe. Ale ono w tych stronach dojrzewa tylko raz na pi lat, tote uznaem, e uprawa zboa si nie opaca. Ziemniaki natomiast mog utrzyma ludzi przy yciu, choby nie wiem jak podejrzliwie traktowali je nowo przybyli. Ziemniaki wymagaj tak niewiele. A wyywienie zapewniaj. Dlatego chwasty trzeba wyrywa! - zakoczy Samuel stanowczo. Ojciec zwykle mwi niewiele, ale wszyscy go suchali. - W jadodajni potrzebuj pomocnicy - doda, Nie patrzy na Roz, ale wiadomo byo, e zwraca si do niej. - Roza zacznie tam pracowa od jutra. Poradzi sobie, jest ju dorosa. Zreszt to dobre zajcie. Wszyscy wiedz, e Roza jest moj crk. Nie bdzie ci tam le. - A zapata? - spytaa Nanna. - Pitnacie talarw rocznie - odpar ojciec, wyranie zadowolony. - To tyle pienidzy, e nie sta mnie, by Roza zostaa w domu. Suce zarabiaj o wiele mniej. Roza skina gow. Pitnacie talarw to bardzo duo pienidzy. Jej o rok modszy brat Ole suy za parobka u gospodarza w Alteidet i zarabia trzydzieci talarw na rok Dostaje poza tym od gospodarza ubranie, ale Roza w kuchni nie bdzie chyba bardzo niszczy odzienia. Moe dadz jaki fartuch? Ojciec w kopalni dostaje sto talarw rocznie, bo od kiedy przybyo tu z Tornedalen wielu chtnych do pracy, pace bardzo spady. Nagle okazao si, e praca nie jest ju tyle warta co dawniej. - Pienidze nie bd twoje - oznajmi Samuel crce. - Utrzymanie kosztuje i nie mog si zgodzi, eby za siebie w jaki sposb nie pacia. Nanna przestaa mwi, e przecie Roza niedugo wyjdzie za m. Chyba nikt ju w to nie wierzy. Teraz Nanna odszukaa wzrok crki: - Byoby bardzo le, Rozo, gdyby zmarnowaa tak moliwo. Samuel rozemia si haaliwie. Kiedy Roza przymkna oczy, moga sobie wyobrazi, e to huk wodospadu, niemal czua na twarzy rozpryskujce si kropelki, jakby naprawd staa w pobliu staczajcych si mas wody. A on si mia, bo nie sysza ostrzegawczych sw Nanny. Nanna i Roza czsto tak ze sob

rozmawiay - bez sw. Albowiem w Samuelsborg sowa gono wypowiedziane wayy wiele.- Nie, podawa do stow nie bdziesz! - kucharka wyraaa si bez ogrdek, mierzya Roz od stp do gw i z powrotem, w kocu wbia wzrok w pergaminow, sino czerwon skr na jej lewym policzku. A Roza, ktra ju przedtem widywaa takie obrzydzenie w spojrzeniach ludzi, z uporem wysoko uniosa podbrdek. Chustk zwizaa z tyu, na karku, nic nie chronio jej przed oczami tamtej. Wosy musiaa dokadnie schowa, twarz pozostaa bezlitonie naga. - Jeste za bardzo szpetna, eby podawa do stou. Jedzenie stawaoby ludziom w gardle, a grnikom trzeba pokarmu. Ale jeli umiesz gotowa, to znajdzie si dla ciebie robota. - Umiem gotowa - zapewnia Roza. Jej oczy nie powinny umyka przed spojrzeniami innych, cokolwiek by tamte wyraay. - Nikomu nie bd odbiera apetytu - dodaa stanowczym gosem, patrzc na starsz kuchark niemal wyzywajco. - Wskacie mi robot. Dali jej fartuch i wyznaczyli prac. Jadodajnia zostaa otwarta z myl o samotnych grnikach. Tak wic ci, ktrzy sami nie chc gotowa, nie musz si obywa tylko suchym prowiantem. Tutaj mog zje porzdny obiad. Kadego dnia gotowano ogromne gary zupy i kaszy, nieco mniej solonego misa. Podawano te chleb ze wieym misem. Dziewczyny kuchenne gotoway zup, miso, pieky chleb w piekarni, szykoway kanapki, kaw i herbat. Pracoway we trzy pod nadzorem kucharki, kobiety szorstkiej i wadczej, ktra sprawiaa wraenie, jakby nigdy nawet nie prbowaa tego, co sama gotuje. Pomocnice byy w wieku Rozy. Pochodzca z Tornedalen Liisa, Finka, mwia niewiele, pewnie dlatego, e sabo znaa norweski. Bya to osoba pulchna, rumiana, a kiedy chodzia, zdawao si, e pynie nad Ziemi. Mczyni j lubili, pogwizdywali za ni i skadali jej propozycje tak nieprzyzwoite, e czasami kucharka wychodzia do jadalni i gono mwia, co sdzi o takim zachowaniu. Druga pomocnica przybya znad rzeki Alta i miaa na imi Amanda. Jej okrg twarz otaczaa chmura brzowych wosw, ktre na czas pracy zaplataa w gruby warkocz, sigajcy jej do bioder i podskakujcy na plecach niczym bicz, kiedy chodzia. Poruszaa si znacznie wolniej ni Liisa i mczyni te lubili j duo mniej. Wzrok Amandy mwi jednak, i yczyaby sobie, eby byo inaczej. Roz trzymano w cieniu. eby nie odbieraa robotnikom apetytu. Kopalnia miedzi Kafjord zajmowaa rozlegy teren. Rozcigaa si na zachodnim brzegu rodkowej czci tego fiordu. Storgruya, czyli wielka kopalnia, znajdowaa si na wysokiej grze ponad cyplem Strmsnes. Od szczytu gry w d prowadzi szyb w gb ziemi, do sztolni. Rud kruszyo si rcznie w sztolniach, wynosio na gr, a stamtd drewnianymi rynnami zsypywao po zboczu gry na d do czterech ogromnych mynw, ktre pracoway dniem i noc, napdzane wod z wodospadu. Kruszywo wychodzce z tych mynw pakowano na wozy i wieziono do piecw hutniczych. Urzdzenia do kruszenia rudy ulokowano nad samym brzegiem fiordu, poniewa std byo najbliej do Storgruya, dajcej wiksz cz pozyskiwanego urobku. Tysice jardw dalej w gb fiordu, na zboczu innej gry, znajdowaa si kopalnia Mitchell i std wia si wska droga, wiodca do gwnego szlaku Kopalni. Naprzeciwko kopalni Mitchell bya jeszcze jedna kopalnia - Woodfall. Od Storgruya nad brzegiem fiordu poprowadzono lini kolejow dugoci mniej wicej dwch tysicy jardw do miejsca, gdzie najatwiej byo zbudowa port dla przeadunku rudy na statki. Mniej wicej w poowie drogi midzy Strommen, stanowicym zewntrzn granic Kopalni, jak nazwano osad i zakad, a zakoczeniem wskiego fiordu, znajdowa si Gabrielneset, Przyldek Gabriela. Tam wanie wyznaczono dziak pod

przysz budow kocioa. Na Gabrielneset znajdoway si te dawne wyrobiska, pozostae po poszukiwaczach rudy prawdopodobnie z osiemnastego wieku. I tam wanie, gdzie roztacza si rozlegy widok rozlegy widok na fiord, rozoy si The House, siedziba dyrektora kopalni. By to prawdziwy angielski dwr, bardzo okazay, dwupitrowy, z czerwonym dachem i dwoma dodatkowymi bocznymi skrzydami. Ku wejciu z wysokimi kolumnami wioda niewielka aleja koczca si przy zadbanym podjedzie. Otaczajcy dom ogrd by wiern kopi angielskiego parku. ywopoty starannie przycinane, a alejki parkowe posypane biaym wirem. W The House znajdowao si wiele pokoi i wielkich sal, w ktrych ciany obito aksamitnymi tapetami, sztukaterie zdobiy sufity, a wszystkie drzwi miay mosine okucia i klucze wielkie niczym mska do. Najwikszym pomieszczeniem bya sala balowa. W sypialniach ka miay pikne baldachimy, w kadej znajdowa si te prawdziwy angielski kominek. Rozlegy hali by wikszy ni nawet najwiksze domy w osadzie nad fiordem. Z hali krte schody wiody na gr, do znajdujcych si tam licznych pokoi. Pozacana porcz olepiaa odwiedzajcych The House ludzi. Mwili, e pikniejszego domu nie ma w caym Finnmarku. I przypuszczalnie mieli racj. Nad kracami fiordu, od poudniowej strony, w osadzie, ktr ludzie nazwali Kreta, mieszkali Kyenowie, zwani te niekiedy Finami, czyli przybysze z Tornedalen, fisko-szwedzkiej doliny nad rzek Torne, rozcigajcej si od Zatoki Botnickiej do wybrzey Oceanu Lodowatego. yo ich w kopalni blisko czterysta osb, poniewa na pnocy drzewo jest bardzo drogie, domy byy niewielkie. Fundamenty budowano czsto z tuczonego kamienia, ciany z bali, a dachy kryto torfem. Dachwki nie miay tu zastosowania, w tej czci wiata bowiem zimy bywaj gwatowne. Zorganizowana przez Anglikw Kopalnia zostaa wyposaona we wszystko, co ludziom niezbdne, miaa nawet ochronk dla najmniejszych dzieci. Bya szkoa, jadodajnia i kram ze wszelkimi towarami, jakich ludzie mogli tu potrzebowa. A ponadto rnego rodzaju warsztaty, kunia, stolarnia, cegielnia, warsztaty szkutnicze, myn, piekarnia, browar, a nawet toczarnia tranu. W osadzie niedaleko Storgruya zbudowano mieszkania dla grnikw - domki dla rodzin i baraki dla samotnych. Norwescy robotnicy mieszkali na pnocny zachd od fiordu, wszystko to, co obejmowano mianem Kopalni, znajdowao si wanie pomidzy osad Norwegw I Kret. Dni pracy Rozy byy bardzo dugie. Tak to zwykle bywa z prac w kuchni. Grnicy pno koczyli szycht i nie wszyscy od razu przychodzili na kolacj. Samotni mczyni lubi spotyka si z innymi, jadodajnia bya do tego miejscem najbardziej odpowiednim. Picia alkoholu tu zakazano. Inaczej w sklepie, gdzie sprzedawano i piwo, i mocniejsze trunki. Roz zwykle ojciec zabiera do domu, a jeli on nie mg, przychodzili po ni modsi bracia. Normalnie, kiedy byli trzewi, grnicy zachowywali si jak ludzie. Gapili si na ni. Ale milczeli. Wiedzieli, e jest crk Samuela. I znali jego spokojn si. Codziennie widzieli, jak kopie rud w Storgruya. Przez cae dnie Roza nosia chustk zawizan do tyu, ale gdy tylko zdja z siebie kuchenny fartuch, ukadaa j tak, by osoni twarz, nacigaa mocno na czoo, a supe pod brod by twardy i mocny. Wygldaa jak kto, kto idzie pod wiatr i musi si chroni przed niepogod. Nawet w pikne lipcowe noce wizaa t chustk jak na sztorm. W ten sposb krya si przed spojrzeniami, ktre mogy smaga boleniej ni grad. Kucharka uznaa, e najlepiej bdzie schowa Roz

piekarni. Gdy tylko spostrzega, e dziewczyna ma znakomit rk do wypiekw, wsuna jej do kieszeni fartucha klucz do piekarni i oznajmia: Od dzi to ty, Roza, odpowiadasz za pieczenie chleba! W kuchni kto mg Roz zobaczy, ale do piekarni grnicy nie zagldali nigdy. Tym sposobem kucharka oszczdzia im widoku Rozy crki Samuela. Naprawd nie wiem, co si we mnie dzieje, ale czasami robi rzeczy, dla ktrych sama nie znajduj wy- tumaczenia. Robi co bez namysu i najwyraniej bez sensu. Ale w kocu wynika z tego co dobrego, mimo wszystko. Moja babka potrafi tamowa krew. Mama chciaa jecha do niej na wysp, kiedy moja twarz zostaa okaleczona. Dzie przedtem zapakowaa nasze rzeczy. Gniew wykrzywia jej usta, a oczy byy czarne jak wgiel. Chciaa mnie zawie na wysp, eby babcia odmwia zaklcia nad moim policzkiem. Ale ja byam pprzytomna, a ojciec rozpakowa z powrotem toboki, wic mama musiaa odmawia nade mn modlitwy sama. Modlia si dugo. Pamitam, e klczaa i czoo opieraa na zoonych doniach. Moja matka ma pikne, delikatne donie. Ja te mam takie. Urosam i przestaam wierzy w si modlitwy. Babka jednak posiada moc. Jej oczy widz na wskro. Bywa, e ojciec mwi, i ja mam wicej z babci Lei ni z mamy. Moe i ja w to wierz. Nie id do domu. Bdz innymi drogami. Z dala od osady. Mijam myny i domy Norwegw. Wspinam si na gr obok drewnianych rynien nalecych do Storgruya. Nikogo tu nie wida, a ja biegn szybko. Wieczr jest ciepy. Cay lipiec by ciepy, najstarsi ludzie takiego nie pamitaj. W powietrzu peno pnocnych, malekich komarw, ale ja si nimi nie przejmuj. Mnie one nie gryz. Widocznie nie mam sodkiej krwi... Nad fiordem zbocze jest strome, ale mona si na nie wspi nawet w miejscach, gdzie brak cieek Scieek to ja nie lubi. Najlepiej jest chodzi samotnie. Gorco mi w chustce. Bez obaw cigam j z gowy. Przecie tutaj jestem tylko ja i niebo, i jeszcze te mae ptaszki, ktre nie day si wyposzy haasom z Kopalni. Wszdzie po krzakach peno modych i gniazd z jajkami. Setki gardzioek otaczaj mnie piewem. Niebo jest niczym sklepienie potnej katedry. Bardzo bym chciaa mie skrzyda i unie si w powietrze. Dobrze jest czu powietrze na skrze. Ciepy wietrzyk. Letnia bryza. Moja twarz nie znosi zimna, ale latem rozkoszuj si wiatrem bardziej ni zwierzta mod, soczyst traw. Chc wej jeszcze wyej, ale nagle spostrzegam jego. Siedzi we wrzosach, zmruone oczy kieruje na Kopal- ni, wic musia mnie zauway ju dawno. Moje donie mimo woli unosz si do szyi, ale przypominam sobie, e nie mam chustki. Rce opadaj pod jego wzrokiem. Chustk podwizaam sukni, ktra przeszkadzaa mi we wspinaczce. Rumieni si, ale wiato wieczoru od dawna ma czerwonawy ton, wic on niczego nie zauwaa. Przynajmniej udaje, e nie zauwaa. To adnie z jego strony. Zanim sukienka zasoni przyzwoicie moje kostki, przypominam sobie, e porzdne dziewczyny nie pokazuj ng w obecnoci mczyzn. Tylko e trudno jest si wspina po grach, kiedy spdnica plcze si midzy nogami, musiaam j unie nad kolana. Ten mczyzna tutaj jest Lapoczykiem. - Znajdzie si miejsce rwnie dla ciebie - powiada piewnym gosem, bardziej melodyjnym, ni kiedy ojciec mwi po norwesku. Nie wkadam chustki na gow, przynajmniej mam czym zaj rce. Spojrzenia obcych mnie krpuj. Tylko ci, ktrych znam, budz we mnie upr i bunt. Siadam wic obok, zwrcona ku niemu zdrow, dobr stron twarzy. Zawsze tak robi. Wyglda sympatycznie. Pocztkowo spodziewaam si zapachu ogniska, reniferowej skry, solonego, suchego misa i dymu. Taki zapach otacza

Lapoczykw, ktrych widziaam na targu w Bossekop, i tych, ktrzy latem pdzili swoje renifery nad morze, a jesieni wracali z nimi w tundr. Ale jego otacza zapach Kopalni. I siarki. Ma na sobie sukienne spodnie i koszul z grubego ptna. Mocno spran prawie szar, z prost tam przy szyi i mankietach. Zamiast pasa nosi sznur, na nogach ma laposkie buty, kumagi, z rzemykami wizanymi wysoko na ydkach. Gowa goa, brzowo czarna czupryna sterczy na wszystkie strony. Pod prostymi brwiami kryj si najbardziej niebieskie oczy, jakie kiedykolwiek widziaam, jak niezapominajki nad potokiem, leciutko skone. Twarz niemal kwadratowa z maym, spaszczonym nosem. Usta proste, umiechaj si teraz szeroko. Podbrdek ma silny, cho sam jest drobnej budowy i niewiele wyszy ode mnie. A ja jestem podobna do rodziny matki, gdzie wszyscy s niskiego wzrostu. Nie gruj nad otoczeniem jak ojciec. On przyglda mi si co najmniej tak samo uwanie. - Ja ci ju widziaem. - No, mnie si nie zapomina. Nie umiecha si na moje sowa. W oczach ma wci t bkitn powag. Wieczorne soce nie rzuca wyduonych cieni na jego twarz. - Ty jeste Roza - mwi po prostu. Spojrzeniem bdzi gdzie obok Kopalni. Ponad fiordem i dalej nad grami po drugiej stronie. I jeszcze dalej. Ma takie samo spojrzenie jak mj ojciec, kiedy siedzi na schodach. Spojrzenie, w ktrym nie ma wolnoci. - Wiedziaa, e to pewna laposka dziewczyna znalaza mied w Storgruya? pyta. Syszaam rozmaite historie. Lubi sucha i gromadzi historie w pamici. Przywaszcza je sobie. Nie umiem odmwi, kiedy kto chce mi opowiedzie histori. - Dziao si to dziesi lat temu - mwi nieznajomy. - Byo pne lato tysic osiemset dwudziestego szstego roku. Maret Aslakscatter, bo tak si nazywaa, chodzia po tutejszych grach. Moe miaa co do przemylenia. Moe przysza tu z takiego powodu jak ty czy ja. W kadym razie patrzya uwanie, gdzie stawia stopy. I nagle zdziwia si. Znalaza si w miejscu, w ktrym kamienie miay inn barw. Zacza si im przyglda. Nie rozmawiaa o tym z nikim, tylko z Pederem, za ktrego zamierzaa wyj za m. On poj. o co chodzi, i zawiadomi Anglikw. W rok pniej Maret sprzedaa swoje znalezisko angielskiemu panu. Dyrektorowi. Dostaa za to pidziesit miar rosyjskiej mki. - Maret Aslaksdatter... Nieznajomy wsta, sowa zawisy w powietrzu. Naprawd piknie opowiada. Histori laposkiej dziewczyny syszaam ju przedtem, ale nigdy nie opowiedziano jej w ten sposb. Chciaam go prosi o jeszcze jedn opowie, ale on zbieg ju w d po zboczu. Nawyki do chodzenia po grach, ma zwinne ciao, widz, jak znika midzy zabudowaniami w Kopalni. Wic pewnie mieszka w baraku. Wydobywa mied. Rozdzia II Nieznajomy mia na imi Tomas i wychowa si na rozlegych przestrzeniach tundry. By najmodszym z braci, a pnocne zimy surowo obeszy si z ojcem i wujami. Midzy najstarszym bratem i nim urodzio si pi sistr. Ale dziewczta mona wyda za m. Tomas wiedzia, e ojciec zatroszczyby si o wszystkie dzieci, no ale teraz ojca zastpi najstarszy brat. On za, Tomas, by najmodszy, wybra wic kopalni. Ale nie tak jak si wybiera, majc wicej moliwoci. Po prostu Tomas skoczy

dziewitnacie lat i lepiej, eby mg jako rodzinie pomaga, ni eby siedzia w domu i by jeszcze jedn gb ktr trzeba wykarmi. Baraki stay jeden tu przy drugim, stoczone, Tomas mia prycz i stoek oraz may stolik przytwierdzony do ciany pod kwadratowym okienkiem. Wpadao przez nie troch wiata. Piec te by niewielki, opa To- mas musia zdobywa sam. Ale nie skary si na ciasnot. Inni grnicy mieszkali w barakach po kilku, on przynajmniej mg cieszy si samotnoci. Tomas bardzo tskni za rodzin. Mgby mie wicej miejsca, gdyby zbudowa sobie w pobliu laposk jurt, ale on dokona wyboru. Barak jest tego wyboru czci. Bardzo chcia zobaczy Roz, chocia sysza, e inni si z niej wymiewaj. Na og ordynarnie, grnicy siedzieli po kolacji i kpili z dziewczyny o zeszpeconej twarzy. On przewanie sucha. Tamci rwnie chtnie jak z Rozy miali si take z niego. Roza bya pierwsz osob, o ktrej Tomas usysza, kiedy przyby do Kopalni. Ledwo zdy si ogarn, co trwao kilka minut, ju powiedziano mu o dziewczynie, ktra ma p twarzy. Wzbudzio to jego ciekawo. Pierwszego wieczora w jadodajni wyci szyj, ale na prno. Midzy jedzcymi uwijaa si Finka Liisa o bystrych oczach, z umiechem w kcikach ust. Pniej pozna tez Amand, ktra chtnie rozmawiaa z wszystkimi Jej wosy, dugie niczym wieczno, budziy w mskich gowach fantazje Ale Tomasa Amanda nie dostrzegaa, jej oczy szukay rosych chopakw o jasno- blond wosach, tych, ktrzy przybyli z poudniowych dolin. A on jest Lapoczykiem. Nie szkodzi, w nim te Amanda tsknot nie budzia. Ciekawia go Roza, a kiedy j w kocu zobaczy po drodze do piekarni, stwierdzi, e wcale nie jest taka brzydka, jak wszyscy by chcieli Po tym, co gadali, wyobraa j sobie jako crk potwora z tundry, w ktrego wierz Lapoczycy, urodzon pod ciemn gwiazd. Potem widywa j jeszcze przelotnie i dopiero dzisiaj mg z ni zamieni par sw. Wzruszyo go to, ze siedziaa przy nim tak ufnie. e nie zasonia twarzy, e suchaa. Zrozumia, e jeli kto chce si do niej zbliy, to nie moe by nachalny. I dlatego odszed nieoczekiwanie, zanim Roza zdya straci zainteresowanie. Teraz Roza wie o nim tak mao, ze bdzie o nim myle Tomas uwaa, ze Roza potrzebuje przyjaciela On take potrzebowa W jaki sposb oboje rnili si od innych Byo do takich, ktrzy nie przestaj mwi o Rozie, a by moe ona potrzebuje kogo, kto chciaby mwi do niej Jak do czowieka Jej twarz miaa ksztat serca, Roza siedziaa zwrcona ku niemu swoj pikn stron. Tomas zauway, e zawsze stara si mie udzi z prawej. Z waciwej, dobrej strony, gdzie skra jest gadka. I by pewien, e tam ta skra jest delikatna niczym puch. Nie zamierza jednak jej dotyka. Pomiennie rude wosy, kiedy wspinaa si w gr, poruszay si swobodniej ni nurt w fiordzie. W cigu roboczego dnia te wosy byy starannie upite i schowane pod chustk. Wtedy twarz dziewczyny robia si taka maa. Teraz opaday swobodnie nad dobr stron. Bogosawion. To bya Roza jak z obrazka, taka, jaka zostaa stworzona. Naleao na ni patrze od prawej strony i najlepiej stojc p kroku za ni. Wtedy patrzcemu biedakowi zapierao dech. Drugi policzek by nierwny i pokryty bliznami. Rysy niewyrane jak mglisty dzie pod jesie. Od nasady wosw a do brody pokryty napit, cienk, sino czerwon skr. Prawie przezroczyst. yki pod ni widoczne. Brak poowy brwi. Powieka zesztywniaa, nie porusza si jak trzeba. Cz grnej wargi podniesiona, utracia ten doskonay uk, jakim cigle pyszni si dobra strona. Lewy kcik ust jakby zastyg pogardliwym grymasie. Tomas nie mg poj, jakim sposobem kto mg si tak oparzy. Jakby zasna z twarz przytknit do ogniska. Ale przecie tak si nie robi.

Nikt nie potrafi powiedzie, co si stao. Wszyscy prbowali zgadywa. Bywali w swoich spekulacjach okrutni. Zdarzao si, e kto rzuci za ni: A gdzie ty sobie ugotowaa t swoj gb...? Wtedy ona tylko jeszcze bardziej prostowaa plecy. Ojca nikt nie pyta, a Wielki Samuel nie rozmawia o swojej rodzinie. On w ogle mao co mwi. Tomas o tym wiedzia. Pracowa w grupie kierowanej przez Wielkiego Samuela. Roza bya niewysoka, drobna i delikatna, cho kiedy si wspinaa, wida byo, ile siy drzemie w tym ciele. Tomas mia do czasu, eby mu si przyjrze, a byo ono pikne. Tomas oczekiwa czego o wiele gorszego, twarzy tak zeszpeconej, e budzi obrzydzenie. Tymczasem Roza napeniaa go smutkiem, odczuwa wobec niej raczej bezradno ni wspczucie. To te, ale akurat to uczucie nie robio jej krzywdy i Roza przekonaa go, e naprawd jest kim wicej ni pozbawion wszelkiej wolnoci istot jak wikszo tutejszych ludzi sdzi. Roza umiaa sucha. Tomas od razu wyczuwa, czy ludzie suchaj naprawd, czy tylko udaj. On sam czsto dawa si oczarowa opowieciom. I tym, ktrych sucha, i tym, ktre sam opowiada. Wiedzia, e Roza ze swoimi dwiema powkami twarzy te ulega historiom, podobnie jak on. I wyczuwa, e Roza ma swoj histori, e sama jest histori. To budzio w nim ciekawo. Ta dziewczyna jest niczym sosnowa szyszka, ktra si jeszcze nie otworzya do soca. I to nieprawda, co grnicy gadali w jadodajni, e jest szpetna, ale e chop, ktry si do niej zbliy, nie usyszy nie. Nikt co prawda nie wiedzia, kto dokadnie ju u niej co wskra, ale wszyscy gadali, e takich jest wielu Tomas zastanawia si, czy ona sama wie, co o niej mwi. By zmczony. Wspinaczka w gr to jak denie do nieba Nigdy nie czu si od niego dale; ni na dole, w kopalni. ciany go dawiy, sztolnie zamykay si wok jego ciaa. Grnicy nosili biae kurtki, eby si nawzajem widzie, ale w ciemnociach na niewiele si to zdawao. Tomas bywa sam w tundrze w bezksiycowe grudniowe noce, kiedy wszystkie strachy deptay mu po pitach. Nigdy jednak nie chodzi w takich nieprzeniknionych ciemnociach jak we wntrzu Storgruya. Czsto myla o tym, co by to byo, gdyby skay si zawaliy. Pragn si std wydosta, ale nie widzia przed sob zbyt wielu moliwoci. Rolnikiem nie by i nie chcia si wiza Z Ziemi ani budowa na cae ycie domu z bali. Na morze si nie nadawa, wszyscy zreszt chc dowiadczonych marynarzy. I silnych. Roza lubia prac w piekarni. A jej pszenne buki wzbudziy zachwyt w The House. Wypiekaa je tak, jak to robia na Boe Narodzenie matka, a przed ni babka Lea i jeszcze wczeniej prababka. Okazay si pyszne, wic Koza pieka je dla rodziny Anglika. W piekarni byo tak ciepo, e pot spywa jej po plecach i po piersiach, zalewa oczy. Nagle poczua chd. Kto wszed do rodka, Roza odwrcia si gwatownie, nawet nie pomylaa, e dobry policzek ma by od strony drzwi. Wytrzeszczaa oczy, bo z powodu tego gorca nie widziaa wyranie. Poczua wo siarki, jaka towarzyszy wybuchom w kopalni. Dostrzega szarobia, kopalnian kurtk. Ojciec wiesza tak co wieczr na gwodziu przy drzwiach. Nanna praa j dwa razy na tydzie, ale nigdy nie bya naprawd biaa. W najlepszym razie szara. - Twj ojciec ley na dole w kopalni - powiedzia gos, ktry poprzedniego wieczora syszaa po raz pierwszy. Wycigna rk z ciasta. Otara czoo. Przerwaa sone struki, spywajce jej do oczu. Odzyskaa wzrok na tyle, by go widzie: ochronne ubranie tego niewysokiego robotnika kopalni, Lapoczyka, nie byo tak zszarzae jak ubranie jej ojca. Musia niedugo pracowa w kopalni. Brudny py pokrywa mu twarz i szyj. Wosy byy sztywne od potu i kurzu.

- Zwietrzae skay - wyjani. Sysz, co on mwi. e mj ojciec ley w kopalni. To s sowa. Mj ojciec ley w kopalni, a on mwi, e gra bya zwietrzaa. Ciasto lepi mi si do palcw. Zaciskam donie, a mi si cakiem sklejaj od tego ciasta. Ono si rozpada. Tak jak zimne maso, kiedy je mieszam z mk. Zwietrzaa gra te si rozpada. - Przygotowywalimy wybuchy - powiada Lapoczyk Ja syszaam strzay. Tutaj cigle sycha. Kiedy skocz wiercenie, odpalaj. Oni nie wynosz urobku ze sztolni, tylko odpalaj adunki. - ciana zawalia si za wczenie. Samuel by akurat w tym miejscu. Mj ojciec jest gr. On nie moe zosta zraniony przez gr. Kamienie nie kalecz mojego ojca. Proch go nie kaleczy. On sam jest gr. On, Wielki Samuel. Jest gr z Oyertorne, gdzie paskie pola rozcigaj si szeroko. Ale on powdrowa ku morzu. - On jest ranny, Koza. Przysypay go kamienie. Teraz ludzie prbuj go stamtd wydosta. Ojciec wzywa ciebie. Ludzie uznali, e najlepiej, ebym ja po ciebie poszed. Moe sam si ofiarowa, e pjdzie? A moe nie. Jest taki drobny i may, e najlepiej mg si przysuy ten sposb... Mj ojciec ley pod kamieniami. - On jest przytomny, zosta przysypany od piersi w d... Widz niepokj w jego wzroku.- Prosi, ebym przysza? - pytam. Dlaczego tak trudno jest ukry zdumienie? Czy on widzi, e ja si ciesz? Nagle chwyta mnie za rami i wyprowadza na dwr. Jest lipiec i ciepo. Zostawiam za sob otwarte drzwi. Ale przecie nie mog odej od tych otwartych drzwi, wyrywam mu si. On biegnie za mn i chwyta mnie obiema rkami. Sysz jego oddech. - Nie wiem, co tam teraz jest - wyznaje. - Zniesiesz to? Ze wzgldu na niego? On jest twoim ojcem. Opieram czoo o drzwi. S gadkie i chodne. I zamknite. Nie mogam wypuci ciepa z piekarni. Nastawiam ciasto, eby wyroso. To ma by pszenny chleb dla dyrektora. Mj oj ciec ley pod zwietrzaymi skaami i prosi, ebym do niego przysza. Pozwalam, eby laposki chopiec mn kierowa. Jego rce s delikatne. Cay pachnie siark i prochem. - Roza, jeste silniejsza, ni ci si wydaje. Zwraca si do mnie po imieniu, ten, ktrego imienia ja nie znam. Rozmawia ze mn, jakbymy si dobrze znali. - Moe zdoasz uspokoi ojca, gdy my bdziemy prbowali go wydoby. Oni si boj, eby nie posypao si wicej obluzowanych kamieni. - Czy tylko on? - pytam. Odpowiada skinieniem. - I prosi, ebym ja przysza? Potwierdza. Stoi przede mn powany, boi si. O mojego ojca, ale te i o mnie, widz to. Jakie to niezwyke. - Pjdziesz? Byaby to za crka, ktra nie przychodzi, kiedy ojciec j wzywa. - Moja matka nie moe tam i - mwi. - Chyba nie posyalicie po ni? On potrzsa gow. Pewnie o tym nie pomyla. Jestem mu za to wdziczna. Mama nie ma prawa pracowa w kopalni. Wielki Samuel mwi nie. Synowie Wielkiego Samuela i jego crka mog pracowa na pienidze, ale nie jego ona. To Samuel jest mczyzn i powinien ywi rodzin. - Matka by tego nie zniosa - mwi.

To prawda. Babcia Lea powiada, e mama nigdy si nauczy tamowania krwi. Ona na widok krwi mdleje. Chwiaa si na nogach, kiedy ojciec wypali mi swj znak na twarzy, ale to by pierwszy raz, kiedy nie stracia przytomnoci na widok ywego ciaa. W sztolni byo czarno. Tomas trzyma Roz za rk i mimo ciemnoci nie spuszcza z niej czujnego wzroku. Jakby bya roczn jawk renifera, ktra w kadej chwili moe si sposzy i umkn. Stropy wisiay nisko; cho oboje byli niewysokiego wzrostu, musieli i z pochylonymi gowami. W niektrych miejscach trzeba si byo zgina wp lub nawet czoga. Starzy grnicy artowali, e pocztkowo wybierali rud ze sztolni na leco. Po cianach nieustannie spywaa woda, lodowata woda staa w sztolniach, grnicy wci mieli przemoczone nogi, brodzili w niej po kostki, czasem nawet po kolana. W przesyconym siark powietrzu nic nie byo wida. - Czy my schodzimy w d? - Roza pytaa szeptem, ale gos nis daleko. Tomas sysza ju grnikw. - Wydobywalimy mied z nowej yy - stara si wytumaczy. Roza oddychaa ciko, ale rka w jego doni nie draa. Z podziwem myla, jak dobrze ona to wszystko przyjmuje. A ba si, e bdzie musia walczy z jej strachem, wikszym ni jego wasny. Wo prochu i gosy grnikw przybieray na sile. Sycha te byo uderzenia kilofw i opat. Tomas puci do Rozy. Jej fartuch by bielszy ni kurtki grnikw. Bya niczym Anio Paski, ktry nieoczekiwanie zstpi do tej czarnej gry. Pracujcy zastygli w bezruchu, donie zamary, nim pojli, kim jest ta istota. Cisza trwa ledwie chwilk, po czym rce znowu zaczynaj si porusza. Ludzie pracuj dalej jak w transie. Ju na ni nie patrz. Myleli, e to anio, teraz rozczarowanie ciy im bardziej ni nieznony zaduch wok. - Roza? - wiszczcy, znieksztacony blem gos odbi si od cian sztolni. Roza przystana. Potrzebowaa sporo czasu, by odnale wzrokiem mczyzn pod ska. - Roza? - aden z robotnikw nigdy nie sysza, eby on tak mwi, proszco, jakby z zachwytem. - Moja Roza? Dziewczyna opada na kolana. Woda nie bya tu wysoka, ale lecemu Wielkiemu Samuelowi sigaa do uszu. Tylko grna cz jego ciaa wolna bya od kamieni. Krzywi wargi w bolesnym grymasie, zby bielay w ciemnociach. Oddech mia urywany, wiszczcy. W tej niszy, w ktrej lea, byo okropnie ciasno, Roza moga dotkn tylko jego gowy. Musia si bardzo stara, eby j zobaczy, pochylia si wic, przysuna twarz do jego twarzy. - Stao si nieszczcie - wysycza przez spierzchnite wargi. - Nanna nie moe mnie tu zobaczy. Roza potrzsna gow. Jej donie leay na jego policzku. Podpeza jeszcze bliej, tak e udao jej si uoy sobie jego gow na okrytych kuchennym fartuchem kolanach. Wielki Samuel odetchn z ulg. Dopiero teraz przymkn oczy, ale przytomnoci nie straci. Wci walczy z blem i z ciemnoci, ktra rozrastaa si w jego wntrzu. Podstpna ciemno kusia, by jej uleg i zapomnia o wszystkim. - Zosta przy mnie, Roza - wyszepta. Skina gow, cho przecie nie mg tego widzie. Klczaa w tej mokrej, zimnej sztolni, gadzia jego pozlepiane wosy, policzki, brod. Bya taka spokojna, e Tomas patrzy na ni z jeszcze wikszym szacunkiem. On mnie potrzebuje. Mj ojciec, Wielki Samuel, potrzebuje mnie. Czy mam si nie cieszy? Samuel ani na chwil nie traci przytomnoci, jego oczy znowu szkliy si w mroku, ktrego nawet drogie lampy z Rosji nie byy w stanie rozproszy. Ratownicy chcieli, eby cho na moment te oczy zamkn, atwiej by im byo

odrzuca kamienie z jego zmiadonego ciaa, gdyby nieustannie na nich nie patrzy. Roza wci siedziaa nieporuszona, gaskaa ojca i przemawiaa do niego. Trudno byo rozrni sowa, ale przyciszony gos nie milk. Roza przywoywaa wspomnienia z dziecistwa. Wybieraa te najlepsze. Ojciec te zdawa si jej nie sysze. Przyj jej oddanie i przesta j dostrzega. Ludzie, ktrzy goymi rkami zbierali kamienie, woleli, eby jej tu nie byo, ale Roza obiecaa zosta do koca, wic siedziaa nieporuszona. Cakiem zdrtwiaa, bya przemoczona do pasa. Ju dawno przestaa odczuwa zarwno chd, jak i wilgo. Zaczynaa wierzy, e uda si ojca uwolni. Roza potrzsna gow. Jej donie leay na jego policzku. Podpeza jeszcze bliej, tak e udao jej si uoy sobie jego gow na okrytych kuchennym fartuchem kolanach. Wielki Samuel odetchn z ulg. Dopiero teraz przymkn oczy, ale przytomnoci nie straci. Wci walczy z blem i z ciemnoci, ktra rozrastaa si w jego wntrzu. Podstpna ciemno kusia, by jej uleg i zapomnia o wszystkim. - Zosta przy mnie, Roza - wyszepta. Skina gow, cho przecie nie mg tego widzie. Klczaa w tej mokrej, zimnej sztolni, gadzia jego pozlepiane wosy, policzki, brod. Bya taka spokojna, e Tomas patrzy na ni z jeszcze wikszym szacunkiem. On mnie potrzebuje. Mj ojciec, Wielki Samuel, potrzebuje mnie. Czy mam si nie cieszy? Samuel ani na chwil nie traci przytomnoci, jego oczy znowu szkliy si w mroku, ktrego nawet drogie lampy z Rosji nie byy w stanie rozproszy. Ratownicy chcieli, eby cho na moment te oczy zamkn, atwiej by im byo odrzuca kamienie z jego zmiadonego ciaa, gdyby nieustannie na nich nie patrzy. Roza wci siedziaa nieporuszona, gaskaa ojca i przemawiaa do niego. Trudno byo rozrni sowa, ale przyciszony gos nie milk. Roza przywoywaa wspomnienia z dziecistwa. Wybieraa te najlepsze. Ojciec te zdawa si jej nie sysze. Przyj jej oddanie i przesta j dostrzega. Ludzie, ktrzy goymi rkami zbierali kamienie, woleli, eby jej tu nie byo, ale Roza obiecaa zosta do koca, wic siedziaa nieporuszona. Cakiem zdrtwiaa, bya przemoczona do pasa. Ju dawno przestaa odczuwa zarwno chd, jak i wilgo. Zaczynaa wierzy, e uda si ojca uwolni spod zawau. On wci oddycha, chocia dygota coraz bardziej. Ona rwnie draa. - Nie jest ci zimno? - spyta Tomas i ukucn przy niej. Pracowa ciko, jak wszyscy. Teraz nie oczekiwa odpowiedzi, pogaska tylko Ros po policzku. Bardzo delikatnie. - Uratujemy go - obieca. Potem odszed, znikn w mroku niczym cie. Myla o tym, e Roza ma poow twarzy. Ludzie tak wanie o niej mwi. Jego zdaniem jednak nie maj racji. Ona ma przynajmniej dwie twarze! Samuel zacz jcze. Kl gono, po fisku, tak jak si to robi w Tornedalen. Tomas te mwi po fisku i rozumia sowa. Nie pojmowa natomiast uczu tego olbrzyma przysypanego mas kamieni. Samuel nie przeklina losu ani gry, ani nawet tych, ktrzy tak wolno usuwali kamienie. On zorzeczy Rozie, tej nie nadajcej si do niczego crce, ktrej da ycie... To- mas podziwia j jeszcze bardziej za to, e zdawaa si nie zauwaa zachowania ojca. Podziwia, jak dzieln istot si okazaa. Nie porzucia ojca. Cierpliwie znosia jego obraliwe sowa. Z jej twarzy niczego nie mona byo wyczyta. Bya oddan crk. Na zewntrz trwa pogodny dzie. Wielki Samuel lea na przecieradle poyczonym w barakach, bo tylko w ten sposb mona go byo wynie ze sztolni. Roza spogldaa sposzona na ciao ojca i widziaa to, co wszyscy. Krew przesika przez spodnie i szarobia robocz bluz. Rdzawe plamy koczyy si

wysoko na piersiach. Nogi pod zniszczonymi, zakrwawionymi spodniami miay dziwny ksztat. Dlatego trzeba go byo wynosi na przecieradle. Tam, w kopalni, wstawaa z ziemi w tym samym rytmie, w jakim zbierano Samuela. Wyprostowaa si, jakby nie trwaa p dnia w niewygodnej pozycji, cierpnita i przemoczona. Nie opuszczaa ojca ani na chwil, sza przy nim, gdy go wynosili. Na dworze czeka na nich tum ludzi. Samuel mruy oczy. Musia bardzo cierpie, bl wykrzywia mu twarz, ale on przyjmowa to z jakim upiornym umiechem, ktry nawet u najodporniejszych wywoywa gsi skrk. - Mnstwo kamienia osuno si dzisiaj z gry - wysycza z trudem. Nie odpowiada mu nikt. Wygldao na to, e Wielki Samuel chce wybuchn miechem, ale gowa opada bezsilnie na ziemi. Przymkn oczy z bolesnym grymasem i prbowa podnie jedn rk, ale to te mu si nie udao. Jeden z najstarszych, najbardziej dowiadczonych mczyzn, ktry przyby tu z kopalni w Roros, krci gow. Zdj kapelusz i mi szerokie rondo w rkach niemal tak samo czarnych jak znoszony filc. - Tutaj bdzie potrzebna pia. Zalega zowroga cisza. - Nie, do jasnej cholery - jkn w kocu Samuel. Oczy mia nadal zamknite. - Bl odbiera ci rozsdek - powiedzia Siyert z Roros. - Nie przeyjesz, jeli ci zostawimy w tym stanie. W twoich nogach, Samuelu, nie ma ani jednej caej kostki. Mwi gono to, czego inni nie maj odwagi wyrazi. Powiadam ci, masz do wyboru: pia albo mier. - Pia oznacza mier - wychrypia Samuel. Waciwie przy tych obraeniach powinien by lee nieprzytomny i wszelkie decyzje pozostawi innym. Ale Wielki Samuel nigdy nie by taki jak reszta. - Po tym nie bd ju czowiekiem... Ludzie odwracali twarze. Ten i w odchodzi, Roza chwiaa si na nogach. Tomas nie spuszcza jej z oczu. Uwaa to za swj obowizek. Nikt inny przecie nie pomyli o crce Wielkiego Samuela. Gdy tylko wyszli ze sztolni, natychmiast znowu przestaa by dla nich widoczna. Woleli na ni nie patrze. - Nie zabierajcie go do domu - prosia cicho. Musiaa powtarza swoj prob kilkakrotnie, zanim j usyszeli. Dopiero wtedy jeden czy drugi spojrza na Roz, ale natychmiast odwraca wzrok. Cho przecie byfa zwrcona do nich dobr stron. - Nie zabierajcie go do domu. - Musiaa wiele razy przeyka lin, zanim moga mwi dalej. - Mama tego nie wytrzyma. Rbcie, co musicie, ale nie w domu. Mama nie moe go zobaczy. Nie moe wiedzie, co trzeba z nim zrobi... Niemia prob przerwa gardowy miech Samuela. - Syszycie j? Nanna przysigaa sta przy mnie dobrym, jak i w zym. Wiecie mnie do domu, do cholery! I urzynajcie mi nogi! Nanna to wytrzyma! Ale ty, crko, chyba powinna tu zosta... Kiedy kamienie przysypay go w sztolni, baga, eby tylko Nanna go nie zobaczya. Teraz nie mia dla ony litoci. Tak, tak, bl musia mu pomiesza rozum. Nikt nie odway si spojrze na Roz, nawet Tomas. I posuchano ojca, nie jej. Samuel wrci do swojego maego domu z bali na furze. To najlepszy sposb, w jaki mona go byo przewie. Roza sza przy wozie. Nie przejmowaa si tym, e Tomas widzi j od zej strony. Nanna pukaa wanie nad rzek pranie, kiedy baczya zbliajcy si wz. Przeraona boso pognaa stron orszaku. Rozy nie dostrzega, ale nikt nie mg jej przeszkodzi w patrzeniu na fur. Wczepia si rkami w jej krawd i patrzya, a potem powietrze przeszy rozpaczliwy krzyk niczym woanie rannej

rybitwy. Idcy wolno ludzie mieli zapamita ten krzyk na zawsze. W kocu Nanna jakby stracia rozeznanie, upada niczym bezwadny tumoczek tu przy kole wozu. Jeden z mczyzn musia wzi j na rce i zanie do domu. cigay go przeklestwa Samuela, e nikomu nie wolno dotyka Nanny. - Dzieci? - spyta jeden z przybyych. Kierowa sowa jakby w powietrze, ale byo oczywiste, e to Roz pyta. - Zbieraj chrust w lesie - odpara. - Maj ze sob rczny wzek. Wrc dopiero wieczorem. Wniecie go do domu - poprosia. - Wniecie go i zrbcie, co trzeba, zanim mama dojdzie do siebie. Nikt nie mia ochoty podejmowa si tego zadania, ale byli to mczyni, ktrzy przeyli niejeden ciki dzie. Wiedzieli, e musz to zrobi sami, lekarze nie kr po domach grnikw. - Najlepiej byoby w szopie - bkn niepewnie Siyert. Roza spogldaa to na jednego, to na drugiego. - Spirytus! - To kolejne polecenie, ktre miaa speni. Jeli Nanna nie wiedziaa, gdzie Samuel trzyma trunek, to crka, owszem. Dla Rozy w Samuelsborg adnych tajemnic nie byo. Wyprzgu konia, wsunli wz pod dach szopy, ale musieli wykona operacj pod goym niebem, bo pomieszczenie okazao si zbyt ciasne. Ktry z mczyzn przynis siekier i pi. - Trzeba by opali cay ten brud - powiedzia. - Ale chyba spirytus zrobi swoje...Po wszystkim bdziecie musieli przypali ran - jkn ten, ktry mia si zapozna z pi. Roza suchaa w milczeniu. Posza napali w piecu i nie wrcia, dopki blacha nie rozgrzaa si do czerwonoci. Na dworze Samuel wy z blu i na nic nie zdao si zatykanie uszu rkami. I tak syszaa. Zreszt lepiej byo spotka si z t groz twarz w twarz. W kocu ojciec przesta krzycze. Tomas nie pozwala jej podej do wozu. Jego oczy byy biae, ale ogorzae policzki nie mogy zbledn, pokryy si tylko jak szaroci. Pot spywa mu strukami po twarzy. Donie spoczy na ramionach Rozy, a ona nie protestowaa. By drug istot. Dobrze byo czu ciepe rce drugiego czowieka, wiedzie, e nie jest si jedynym ywym stworzeniem. Nie zdoaa spyta, co z Wielkim Samuelem. Chciaa zobaczy, ale Tomas sta midzy ni a wozem. - Straci przytomno, zanim doszli do koci - powiedzia cicho. - Wlali w niego tyle wdki, e nic nie czu. Innego by to zabio, ale twj ojciec pi, jakby mu dawali wod... - Potrzebny ogie! Szybko! Tomas cofn rce, a Roza pobiega do pieca. Pod cian stao dugie na okie, suche polano, ktrego nie moga w caoci woy do pieca. Teraz otworzya drzwiczki i nie baczc, e parzy sobie palce, wsuna jeden koniec polana w pomienie. Zajo si natychmiast, ale trzeba byo poczeka, a si dobrze rozpali. Miaa pcherze na rkach, kiedy biega z polanem do wozu, gdzie odebra je od niej Tomas. Bez sowa. Bya mu wdziczna, e nie okazuje jej niepotrzebnego wspczucia. Oszczdza jej tego, czego baa si najbardziej. Wiedziaa, e aden z pozostaych mczyzn by tego dla niej nie zrobi. Pozwoliliby jej sta przy wozie razem Z innymi... - Nie spalcie wozu, do cholery! Odskoczyli. Wz zakoysa si z trzaskiem, ale nic si nie stao. Rozleg si syk i Wielki Samuel zosta brutalnie przywrcony do rzeczywistoci. Stumi krzyk, ale bolesny jk unis si do bezchmurnego nieba. Przypalali krwawice ciao. Musieli zniszczy wszystko, co mogoby zosta w ranach i narobi jeszcze wicej szkd. Po obejciu rozszed si odr palonego misa. Roza zachwiaa si znowu i Tomas pomg jej si oprze o cian szopy.

Podtrzymywa j. Oboje pachnieli siark, potem i mokr wen, i ta wo prawie tumia tamten straszny swd. Tomas gaska Roz po szczupych plecach. Nie mwi nic. Nie by w stanie. Nie potrafi. Strasznie si ba, e powie jakie sowo, ktre ona zrozumie le. Roza przestaa dygota. Wiedziaa, e Tomas nie ma adnych zych zamiarw. Dotychczas nie znaa takich mczyzn jak on. Tumaczya to sobie tym, e pochodzi z innego narodu. Tomas mia w sobie delikatno, ktra agodzia uczucia, a zarazem przeraaa. - Trzeba mu zaoy opatrunek - powiedziaa zwyczajnym gosem. Jej pier podnosia si i opadaa szybciej ni zwyke, ale zdoaa zachowa spokj. Tomas pozwoli jej odej na odlego ramienia. Przytrzymywa j lekko. Musia si przekona, e ona temu podoa, e ustoi o wasnych siach. Dopiero kiedy by tego cakiem pewien, otworzy rce. Roza nie patrzya na niego, kiedy, przytrzymujc spdnic, sza przez podwrze w stron domu. Tomas musia wiele razy zacisn i rozprostowa pici, zanim by w stanie podej do wozu. I do Samuela.- Bogu dziki, e ona trzyma si na nogach - zauway Siyert, ktry przepukiwa gardo Samuela mocnym trunkiem. Zaproponowa butelk Tomasowi, ktry jednak odmwi. - Masz duo rozsdku w gowie, chopcze pochwali Siyert. - Kobiece rce s tu potrzebne, a Nanna do niczego si nie nadaje. Ta dziewczyna jest crk swego ojca. Niech mnie licho, ile ona wytrzymaa, i w kopalni, i tutaj. Przesza przez to wszystko i ani na chwil nie stracia zimnej krwi. Podoba mi si to! Tomas wolaby, eby sowa uznania pady w obecnoci Rozy, ale kiedy wrcia ze nienobiaym przecieradem w rkach, Siyert ju milcza. Musiaa prosi o poyczenie noa, eby naci ptno. Nikt jej nie pomg. Jeden po drugim ludzie odchodzili od wozu. Przy Samuelu zosta tylko Siyert. To on poda jej rk, kiedy wdrapywaa si na wz. - Uklka przy ojcu, ale nie bya w stanie znie jego spojrzenia. Domylaa si, co mogaby w nim znale Tego byo dla niej za wiele. Ale drobne donie poruszay si pewnie i szybko, kiedy robia bandae z pciennego przecierada, a potem przewizywaa zakrwawione kikuty. Siyert przyglda si jej, a kiedy skoczya, skin gow. - Trzeba go wnie do rodka. Czy Nanna to wytrzyma? Roza przytakna, cho sama nie wiedziaa, co bdzie. Nanna siedziaa oparta o cian domu, podkurczya kolana, opara na nich brod i tak trwaa, blada, z ustami otwartymi jak do krzyku, ale aden dwik si z nich nie wydobywa. Oczy miaa jak ze szka. Nie widziaa Rozy, kiedy ta wyjmowaa najlepsze przecierado ze skrzyni, nie widziaa jej te, kiedy crka sza bandaowa ojcu nogi, nie syszaa gosu, kiedy Roza pytaa, czy jej czego nie potrzeba. - Wniesiemy go - obieca Siyert. Sposzonym wzrokiem Roza spogldaa na to, co zostao na wozie, za czerwonawymi, jak jej si zdawao, oparami, w ktrych klczaa. Dawia j wo, ktra tak strasznie przypominaa tamt w dniu, kiedy ojciec oszpeci jej twarz. Przypominaa jej dzie, w ktrym po raz ostatni wiat widzia jej urod. Nanna nie patrzya, jak nios jej ma przez kuchni. Nie poznawaa swojego wielkiego, silnego mczyzny w tym karle, spoczywajcym na rkach grnikw. Ten Samuel by kim obcym, nie obchodzi Nanny. Roza bez sowa posza przygotowa ko. W oczach ojca pon ogie, kciki ust opady. - Bandae trzeba czsto zmienia - powiedzia Siyert. - Moe znajdziemy kogo, kto bdzie to robi... - Dam sobie rad - rzeka Roza stanowczo. - To za wiele dla modej dziewczyny. - Poradz sobie.

- Uprztniemy resztki... - Spalcie to! - rykn Samuel. Roza zagryza wargi do krwi. Za wszelk cen musiaa zachowa spokj. - Poradz sobie - powtrzya raz jeszcze. - I z tym take? - zdziwi si Siyert. Roza skina gow z tak min, e nikt nie odway si zaprotestowa. - Z tym take. Rozdzia III Roza spalia wszystko, co zostao po amputacji. Wiele razy wstpowaa do domu. Ojciec zgrzyta zbami, oczy mia pprzytomne. Jeli si odzywa, to w gniewie. Roza proponowaa mu co do jedzenia, ale on chcia wdki, postawia mu wic butelk przy ku. Nie mwia nic, pomagaa mu tylko si napi. Rce Samuel mia cae, z wyjtkiem dwch zamanych palcw. Grnicy mwili, e to cud boski. Skary si wprawdzie na ble w piersiach, ale oni nie mogli stwierdzi, e co tam jest nie w porzdku, a Roza te niczego zego nie dostrzegaa. W kadym razie krwi nie plu. I wdka mu nie szkodzia. - Gdzie jest Nanna? - spyta w pewnej chwili. - Mama pacze - odpara Roza zgodnie z prawd. Przed ojcem nigdy kama nie umiaa. Zawsze uwaaa, eby nie zada jej pytania, na ktre by nie moga czy nie chciaa odpowiedzie. Teraz Samuel przyj jej sowa w milczeniu. Mwienie sprawiao mu bl. Z pomoc Rozy wypi znowu spory haust wdki. - Polij po Olego - powiedzia po duszej chwili. - Bdzie mi potrzebny! Roza uwaaa, e Hans by wystarczy jako gospodarz w domu, ale widocznie ojciec myla inaczej. Nie zaprotestowaa. Skina tylko gow. Jak tylko kogo znajdzie, brat natychmiast dostanie wiadomo. - Zaatwi to. Nanna siedziaa przy szafie. Oczy miaa czerwone. Roza nie zdobya si na to, by do niej podej, obj j. Z wdzicznoci mylaa o tym, jak Tomas to zrobi wobec niej. Doznaa wtedy prawdziwego pocieszenia, ale w ich maym domu nie wykonywao si takich gestw. Tutaj nikt nie by przyzwyczajony do pocieszania. - On nie chce je - powiedziaa Roza do matki. - Daam mu wdki, mniej go od tego boli. Na noc musi mie wiee bandae. Nie wiem, z czego mogabym je zrobi. Podoyam mu przecierada. Jedno podaram. Brudne bandae upior, ale musz mie co na zmian... Nanna najmniejszym nawet gestem nie daa pozna, e syszy, co crka mwi. Roza nie powtrzya po raz drugi. Zacza z siebie zdejmowa ubranie sztywne od kurzu z kopalni, krwi i ziemi, rzucaa je na wyszorowan do biaoci kuchenn podog, a potem wyja czyste rzeczy ze skrzyni pod cian. Pod ubraniem te bya szara, kamienny py war si w skr. Ale nie miaa czasu na mycie. - Gdzie idziesz? - spytaa Nanna, kiedy Roza z tobokiem ubra pod pach otworzya drzwi. - Poczekam na dzieci. Najlepiej bdzie poinformowa je o wszystkim, zanim wejd do domu. Samuel z pewnoci nic im nie powie i nie pozwoli nikomu zadawa pyta. A oni przecie maj oczy, zobacz, bd chcieli wiedzie. Czas oczekiwania na braci skracaa sobie praniem. Pracowaa dugo, a kiedy wstaa, eby rozwiesi ubranie, o mao nie zemdlaa. Spdnica i bluzka. Fartuch i chustka. Bielizna. Cho nie miaa myda, biae rzeczy byy olniewajco biae, a niebieskie - nieskazitelnie niebieskie. Tylko rce poocieraa sobie do krwi.

Przyszli pod wieczr. Piciu maych chopcw z cikim wzkiem. Nazbierali mnstwo chrustu. Ojciec byby dumny z ich pracy, ale na pewno by ich nie pochwali. W obejciu nie pozosta nawet lad tego, co si tu dzisiaj wydarzyo. Trwao to ledwie par godzin, a przecie zaciyy nad nimi na cae ycie. To byo najtrudniejsze zadanie, z jakim Roza musiaa si zmierzy. Ale ladw nie zostawia. Zmya wszystko dokadnie. Nawet przesiknite krwi przecierado byo biae i czyste. Ognisko nad potokiem, gdzie palia resztki, zalaa kilkoma wiadrami wody. Najbardziej osmalone kamienie pozbieraa i wrzucia do fiordu. Morze zrobi reszt. Piciu maych braci z ciemnymi, gstymi wosami Nanny, z jej brzowymi oczyma. Hans, lat trzynacie, Edyard, dwanacie, Nikolai, dziesi, Knut, siedem, i may Anders, pi lat. Byo jeszcze czterech: Johan, urodzony midzy Olem i Hansem. Za wczenie przyszed na wiat, par oddechw i do grobu. Lars urodzi si, kiedy Roza miaa pi at. y trzy lata i si utopi, fiord jest naprawd gboki. Tego samego roku urodzi si Seyerin, sidmy syn. Nanna rozpaczaa po mierci arsa, nie miaa pokarmu, opucia j caa rado ycia, Seyerina stracia rwnie. Od urodzenia by sabiutki. Chwiejne, te dbo, ktre nie przeyo nawet jednego lata. A potem by jeszcze Henrik. Ole, rok modszy od Rozy, by jej bratem bardziej ni pozostali. Tamci jeszcze mali, a Ole ju niemal dorosy. I mia oczy niebieskie, jak Roza i ojciec. Byli sobie bliscy, Roza i Ole. Poczekaa, a dzieci wyaduj chrust i odstawi wzek na miejsce. Dopiero wtedy opowiedziaa. Nie bardzo jej wierzyli, ale spokojnie weszli do domu, eby zajrze do ojca za niebiesk zason. Chopice oczy wpatryway si z przeraeniem tam, gdzie powinny by kolana Samuela. A potem w twarz ojca. Patrzy na nich, pod jego wzrokiem pytania wizy im w krtani. Mrozi ich tak, e zapominali, i w ogle chcieli o co pyta. - Zyj - powiedzia krtko takim tonem, e odskoczyli ku drzwiom. - Kady wykonuje swoje obowizki. Jak przedtem. Wszyscy skinli gowami. Roza, stojca w uchylonych drzwiach, rwnie. C innego mogaby zrobi? Braciom nie chciaa utrudnia sytuacji i przywyka okazywa posuszestwo ojcu. To on w dalszym cigu jest panem w Samuelsborg. - Chciabym porozmawia z Hansem. Chopiec wielokrotnie przeyka lin. - W cztery oczy! - doda Samuel Malcy natychmiast wybiegli, potykajc si o siebie nawzajem. - Rozo, zamknij za sob drzwi! Nanna przygotowywaa w kuchni kolacj dla chopcw. Garnek z kasz stal na piecu. Matka widziaa tylko synw. Dla nich miaa nawet umiech. - Czy Samuel wstanie? - spytaa, nie patrzc na crk. Roza poczua, jakby j kto uderzy z caych si w odek. Z trudem chwytaa powietrze. Nanna umiechaa si lekko, po obu stronach twarzy miaa doeczki. Zbieraa w nich tylko pocaunki Samuela. To on porwa j kiedy niczym sztorm. Potem Nanna nie chciaa si ju zadowala sabszymi wiatrami. Chocia bya jedynie pyem w wiecznoci, kiedy on przyszed na wiat, Samuel by stworzony wycznie dla niej. - Przecie nie moe tak lee cay dzie - rzeka, kadym jej sowie brzmiao pene mioci oddanie. W jej oczach pojawiao si jakie osobliwe wiato, kiedy o nim mwia. Nanna nigdy nie przestaa by zakochana w swoim mu. Kochaa go i bya mu posuszna. - Doroli mczyni bawi si nieodpowiedzialnie - dodaa z tak mioci, e Koza zadraa. Musiaa wsun rce pod fartuch i zacisn je na fadach niebieskiej spdnicy.

- To chyba nie jest tak, mamo - Koza mwia szeptem. Bracia spogldali to na ni, to na matk. Roza woaaby nie by sama z t spraw, ale nikogo do pomocy nie miaa. Matka jest saba, to nie jej wina. Kobiety w jej rodzinie zwykle byy silne i stanowcze. Ale wpyno wiele krwi z innych rodw poprzez mczyzn, ktrych te kobiety kochay. Widocznie niektre prababki dokonyway lekkomylnych wyborw. Koza znaa liczne historie o kobietach ze swojej rodziny. Nasuchaa si ich u babki Lei od malekoci. Matka jest saba. Ale Koza jest silna. - On nie moe wsta - powiedziaa. - A ty musisz znale co, czym bd moga opatrzy jego rany. Musz zmieni bandae, a nie wiem, co wzi. Mamo, prosz ci! - Czy Samuel si zrani? - matka bya szczerze zaskoczona. - Przysypao go w kopalni. Gra bya zwietrzaa... - Nie... - Nanna zblada. - On umrze! Mj Samuel umrze! Rzucia si ku drzwiom, ale polizgna si i upada. Wpatrywaa si w niebiesk zason. Hans uklk przy niej, obj, chcia j podnie, ale Nanna go nie widziaa. Zerwaa si na rwne nogi i wbiega do ma. - Samuel! - upada przy ku, doni gaskaa jego twarz. Wolno potrzsaa gow, wzrok miaa nieobecny. Raz po raz caowaa ma w czoo i w policzki. Caowaa jego wysche, popkane wargi, na ktrych by kopalniany py i krew, brud i alkohol. - Ty nie moesz umrze, nie moesz mnie zostawi, Samuelu! - bagaa. Drobne donie gaskay Samuela po twarzy, po wosach. - Nie moesz mi umrze, Samuel! Obiecaj mi, e nie umrzesz. Samuelu, nie mogabym y bez ciebie! On porusza wargami. Cho bardzo chcia, nie by w stanie podnie rk, eby j obj. Samuel nie mia nawet siy pocaowa ony. - Nie umr - wyszepta. W porwnaniu z krzykiem Nanny jego glos brzmia aonie. Nie chcia, eby pakaa. Potrafi znie wiele, ale ez Nanny nie. Koza nakarmia dzieci i wstaa od stou. Nie bya w stanie duej siedzie w tym domu. Skorzystaa z wymwki, eby wyj. - Musz wysa posaca do Olego. Pjd do Kopalni, moe kto si zgodzi... aden z chopcw nie poprosi, eby go ze sob wzia. Ona te adnemu nie proponowaa. Zrobio si pno, ale ona nie baa si niczego. Przeycia j zahartoway. Nawet nie marza, cho byo pogodnie i chodno. Nie woya chustki na gow, adnego szala, pod ktrym mogaby si ukry. Potargane wosy sterczay wok twarzy, nawet o tym nie pomylaa. Ludzi spotykaa mao, a i ci schodzili jej z drogi. Nie parzyli jej w oczy dawniej, to tym bardziej teraz. Moga i w spokoju. Nawet kucharka jej nie przepdzia, kiedy stana porodku jadodajni, odbierajc apetyt grnikom, ktrzy jeszcze tam siedzieli. - Upieklimy to ciasto, ktre zostawia - powiedziaa kucharka. Wszystkie spojrzenia kieroway si ku Rozie, chocia raczej w okolice jej kostek ni twarzy. Zawsze tak byo. - Potrzebuj posaca do Alteidet - powiedziaa Roza. Teraz to ona szukaa ich wzroku, ale nikt si nie zgosi. Ludzie wychodzili jeden po drugim, zajci swoimi sprawami. Roza nie oczekiwaa, e rzuc si tumnie, sdzia jednak, e ojciec cieszy si wrd nich wikszym powaaniem, tak jak o sobie opowiada. Siyerta ani nikogo z brygady Samuela nie widziaa. - Ju pno - powiedziaa kucharka, jakby usprawiedliwiajc ich milczenie. - Maj za sob wiele godzin pracy w kopalni, a jutro znowu roboczy dzie. Tymczasem do Alteidet daleka droga. Roza poja, co kucharka chce da co zrozumienia. e mianowicie dla tego, ktry by poszed do Olego, bdzie to strata. Dodaa wic: - Wynagrodz posaca.

miech buchn niczym pomie, rozprzestrzenia si, narasta. Nikt waciwie niczego nie powiedzia, ale Roza znakomicie wiedziaa, co maj na myli i co ich tak ubawio. Poczua, jak gniew ogarnia cae ciao, po opuszki palcw i korzonki wosw, ale zacisna zby. Tej przyjemnoci im nie zrobi! I ebra te nie bdzie. Spdnica z niebieskiego ptna furkotaa, kiedy Roza wybiega z izby. Bya taka wcieka, e moga pobiec do samego dyrektora i powiedzie mu, co myli o tej caej Kopalni i o nim, zarazem jednak bya bardziej samotna ni kiedykolwiek. Nie moga przecie pj do zarzdcy. Nie zapukaa te do drzwi adnego baraku. Bdzie i tak musiaa wrci do Kopalni. Teraz to jej rce bd zarabia talary dla rodziny. Trzeba bdzie si pokaza wrd ludzi rwnie po dzisiejszym dniu. Ze smutkiem musiaa przyzna sama przed sob, e modsi bracia te bd potrzebowali pracy. I Hans, i Edyard oraz Nikolai s wystarczajco doroli, by stan do dniwki. Moe nie w sztolniach, tego chciaaby im oszczdzi, ale chyba przez jaki czas mogliby kruszy rud. Chocia nie zostan tam na zawsze. Roza co wymyli, eby im w yciu pomc. Teraz jednak najlepiej zdawi wasn dum. Biega wzdu kei, gdzie adowano rud, mina Strommen, sza do zakola fiordu, tam gdzie mieszkali Norwegowie. Nie mam nikogo innego, do kogo mogabym si zwrci. Nie mog posa Hansa po naszego brata. Hans jest potrzebny w domu. Nie sta mnie na okazywanie durny. Jeli on rozemieje mi si w twarz, odepchnie mnie, to naprawd nikt mi ju nie zostanie. Izba jest pena ludzi. Mnstwo twarzy zwrcio si w moj stron. Wszyscy wiedz, kim jestem. Nie rozumiej tylko, dlaczego przyszam. Jego matka spoglda na mnie niespokojnie. W jej oczach widz niezadowolenie i gniew. Czego lepszego chciaaby dla syna. Matki zawsze tak myl. Ale ona chyba rozumie, bo zna te ciemniejsze strony swojego Jensa. Powiedziaam dobry wieczr, ale zanim ktokolwiek zdy zareagowa, on ju jest przy mnie. Chwyta mnie za rk i wyciga na dwr. Przemyka si ze mn pod cianami domw. Jego rka mocno si zaciska na moim nadgarstku. Jest silna i ciepa. On ma takie gorce ciao. W stodole jest cakiem ciemno. - Co ty, do cholery, wyprawiasz? Czy ci nie mwiem, e masz za mn nie azi? - Ja ci potrzebuj. Na to on umiecha si tak szeroko, e widz jego zby. mieje si jak syty, zadowolony kot. Przyciska mnie do siebie, jego rce obapiaj mnie podliwie. - Ach, wic mwisz, e mnie potrzebujesz? Gupi, nic nie rozumie. Jens nie lubi skomplikowanych myli, ale jest taki urodziwy, e wcale nie musi. - Mojego ojca zasypao w kopalni - mwi, kiedy udaje mi si uwolni wargi spod jego gorcych ust. Wargi mam obolae, oddech ciszy ni oddech Jensa. Moje serce zawsze biegnie na wycigi z sercem Jensa i za kadym razem wygrywa. Teraz te jest nie inaczej. Trzeba mu byo obci nogi. Ole nie wie o niczym. Potrzebuj kogo, kto powiadomi Olego. No to powiedziaam, co trzeba. Ale jego to nie uspokaja. Rce podaj znanymi sobie drogami pod moj bluzk. Palce wiedz, czego szuka. I znajduj. Pochylam kark tak bardzo, e czoem prawie dotykam jego piersi. To kieruje moje myli na inne tory. Jens pada przede mn na kolana. Jego rce podaj tropem warg, a ja go nie powstrzymuj. Pozwalam, by pooy mnie na niemal goym klepisku. Trawa stoi jeszcze na kach, trzeba tygodni, zanim siano znajdzie si w stodole. - A wic to tak, potrzebujesz posaca - mwi Jens. jego rce otwieraj wszystkie tajne miejsca w moim ciele. Na to te mu pozwalam. - Do Alteidet daleka droga, Roza - mwi Jens. O moim ojcu nie wspomina ani sowem.

To Jensa nie dotyczy. Przedtem on si mojego ojca ba. Bo Wielki Samuel wygarbowaby mu skr, gdyby wiedzia, jakie chwile jens Haldorsen spdza z jego crk. Teraz ju si nie bdzie musia ba. - Daleka droga, Roza - powtarza Jens i rozpina mi bluzk. Podnosi moj spdnic, klka nade mn. Czuj dotyk jego skry. Jest ciemno, ale ja zamykam oczy, eby byo jeszcze ciemniej. - Jeli jednak mog za to co znowu dosta... - mwi, odnajdujc drog do mnie. - Ty wiesz, jak monet trzeba paci mczynie, Roza... Oddaj mu si caa. Przestaj myle. Ole wrci do domu piechot. Sam. Ze skrzanym workiem na plecach. Rozie powiedzia, e Jens nie by w stanie tak zaraz wraca, by zmczony. - Nie moga przysa po mnie kogo innego? - spyta Ole wieczorem, kiedy Roza pokazywaa mu miejsce, gdzie spalia resztki, o ktrych nikt nie chcia nawet sucha Ole wyglda teraz znacznie dorolej, ni wygldaj pitnastoletni chopcy. Szybko to poszo, waciwie dokonao si w jednej chwili, gdy zosta wepchnity do izby ojca, zobaczy jego krtsze o poow ciao i usysza pene goryczy sowa Wielkiego Samuela. - Czy Jens by jedynym, kogo moga po mnie przysa, Rozo? - By jedynym, ktry chcia i. - Roza nie wiedziaa, e wyglda przy tym tak strasznie bezradnie. Ale brat widzia. Ole pragn, eby Roza nie zostaa zeszpecona. Nic nie byoby niemoliwe, gdyby oba policzki miaa tak samo adne. Wtedy Jens te byby dla niej moliwy. Ole nie by taki gupi, eby nie dostrzec, co si dzieje midzy Jensem i Roz. Nie podobao mu si to, ale, niestety, Jens by od niego o wiele silniejszy. Roza powinna by pikna. I jest, jeli patrze na ni od prawej strony. Tylko e brat dobrze zna blizny na jej lewym policzku, a take brzydk, gruzowat skr na barku i rce. By pewien, e Jens te to zna. I chyba nie tylko on. Ech, to beznadziejne. Gdyby Roza bya adna, mogaby wyj za m za jakiego silnego, dobrego chopca i pomc rodzinie. Pomc te Olemu realizacji piknych marze, jakimi ywi si przez ostatnie lata. Teraz wszystko przepado. - Czy to jest kara? - spyta Ole nieoczekiwanie. Myl przysza mu do gowy nagle, a sowa spady na Roz niczym cicie biczem. Ole ze zdumieniem stwierdzi, e ona o tym nie pomylaa. - Za to, co zrobi... tobie? - Ole by skrpowany. Nie rozumia, jak to moliwe, e jej nie przyszo to do gowy. On dobrze pamita, jak to byo. Wci brzmiay mu w uszach jej krzyki. Pamita pacz matki i biae od gniewu oczy ojca. I pamita te cisz, jaka po tamtym dniu zapanowaa w ich domu. Modsi bracia nie pytali, nie dali wyjanie. Ole do tej pory nie rozumia tamtej wciekoci ojca na Roz. Ale co musiao si sta, bo Wielki Samuel by sprawiedliwy a do blu. Teraz oj ciec lea za niebiesk zason, przemieniony w kara. Bardziej okaleczony ni to, co zrobi wasnej crce. Wic moe to los. Sprawiedliwo. Gdyby tylko nie oznaczao to cierpie dla caej rodziny. - Nie wolno ci tak mwi! - krzykna Roza gniewnie. Lewy policzek zsinia jej jak zawsze w zoci. - Kara! Chyba ci si rozum pomiesza! Pilnuj si, eby ojciec nie usysza twojego gadania! I nikomu nawet nie wspomnij, e ci co takiego w ogle przyszo do gowy! Ole milcza. Nie chcia le myle o swoim ojcu. Wielki Samuel dal mu ycie i Ole kocha ojca. Ale nie tak bardzo jak Roza. - Pjd do pracy w kopalni. Ole uwaa, e nie ma o czym gada. Teraz on jest mczyzn w domu. - Gospodarz uzna, e powd jest wystarczajcy, eby mnie zwolni - powiedzia, spogldajc daleko ponad wskim fiordem. Przesmyk, zwany Strommen, gdzie dwie odnogi fiordu niemal si o siebie ocieray, by niczym brama do reszty

wiata. Tam te, daleko poza zasigiem jego wzroku, ley Alteidet. Naley do reszty wiata. Ole moe teraz przesta marzy o wielkich polach. adne pole nie bdzie do niego naleao. - Ale zaproponowa Jen- sowi, eby wzi po mnie sub jako parobek - doda. - I on przyj? Roza wstrzymywaa oddech, czekajc na odpowied. Ole nie chcia na ni patrze. Nie chcia widzie tego, co sysza. Jens Haldorsen nie jest tego wart. Nie jest wart nawet czci maego palca Rozy. - Nie - odpar. - Ale przyj propozycj przenocowania. Mj gospodarz ma bardzo adn crk. Jest dorosa, a stanem bardzo przewysza Jensa, ale co to znaczy dla kogo takiego jak On? - Jeli ja pjd do kopalni, to Hans ani Edyard, ani Nikolai nie bd musieli pracowa - przekonywa Ole. - Oni powinni chodzi do szkoy. Uczy si. Zosta w yciu kim. Oni nie pjd do kopalni. Ole by stanowczy. I wiedzia, co powinien zrobi w tej samej chwili, gdy Jens powiedzia mu, z czym przyszed. A po drodze do domu mia do czasu, eby wszystko dokadnie przemyle. Roza nie moga poj, jak to si stao, e nie dostrzega, i Ole tak wydorola. Skadaa to na karb tego, e tak dugo mieszkali z daleka od siebie. On jako parobek w Alteidet z odpowiedzialnoci dorosego mczyzny, ona w cieniu Kopalni. Dorosa suca, ale domu, w Samuelsborg, cige jakby dziecko. Wic nie musi sama o wszystkim myle. Ole te o wielu sprawach pomyla. Poczucie obowizku wyssali z mlekiem matki. Gdzie po drodze skoczya si zabawa, zaczo ycie. Nie tsknili za beztrosk. Zostali wychowani w przekonaniu, e walka trwa cae ycie... Roza stracia miejsce w piekarni. To nie jej wina, e chleb si nie uda tamtego dnia, kiedy w kopalni zdarzy si wypadek. Wielki Samuel jej potrzebowa, a ona znaa swoje obowizki. Bya posuszn, oddan crk. Nikt jej nie powiedzia, e to z tego powodu wrcia do ciasnej kuchni z daleka od ciekawskich oczu, ale wszyscy o tym wiedzieli. Roza milczaa. Ole przeprowadzi si do barakw w Kopalni. Nie by w stanie mieszka z ojcem pod jednym dachem, wiedzia, e Wielki Samuel go tam nie chce. Zarobek oddawa matce. By mczyzn w domu, nawet jeli tam nie mieszka. Nogi Samuela si goiy, rodzina ya w jeszcze wikszej ciszy ni przedtem. W sierpniu przyjechaa cudowna, ciepa babcia Lea. Jej wosy mieniy si mieszanin srebra i ognia, oczy miaa jak wielkie morze w niepogod. Babcia Lea z rkami penymi ycia, ktra odpdza ble w zapomnienie i umie zatamowa krew jednym delikatnym dotkniciem. Zawsze pogodna. Z umiechami w kcikach oczu i radoci w bagau. - Pomylaam sobie, e jestem wam potrzebna - wytumaczya swoje nieoczekiwane przybycie. Roza w milczeniu dzikowaa niebu. Modlia si o to, mylaa o tym tak intensywnie, e babcia musiaa j usysze. Wiatr przenosi jej niemy krzyk. Lea pogaskaa Nann po wosach jak mod dziewczyn, a nie jak doros, trzydziestoletni kobiet. Patrzya na crk z wielk trosk. Ze zmarszczk na czole, ktr Roza znaa i na ktrej widok przenika j dreszcz. W tej starszej kobiecie widziaa siebie. Wiedziaa, e to prawda, e jest podobna do babki Lei. - Jak ty to znosisz, Nanno? Roza nie do koca zrozumiaa, co kryo si w pytaniu babki. Nie pojmowaa brzmicego w jej gosie blu. Cichego blu pyncego z wiedzy...

- Tylko mi nie mw, e we wszystkim jest jaki sens - : Nanna nie chciaa sucha matki. Kulia si i unikaa jej dotyku. Roza nie moga sobie przypomnie, eby kiedykolwiek byo inaczej. Nanna nie lubia serdecznoci. Pod domi Samuela bya wci mod dziewczyna, ale sama : nie okazywaa uczu. Nawet dzieciom. - Stao si - powiedziaa Lea. - Co tu mona doda? : A sens czowiek musi znale sam. Nanna milczaa. Niewiele mona odpowiedzie matce, ktra zna wszystkie odpowiedzi. W jej obecnoci Nanna nie czua si penym czowiekiem. - Mog go zobaczy? - cigniesz mu moe nowe nogi z powietrza? Lea nie zareagowaa na gorycz Nanny. Nie bya na ni za. W oczach miaa tylko smutek. - To mgby tylko Pan Bg. Samuel nigdy nie rozumia rezerwy swojej ony wobec matki. Lubi teciow, bo bya matk Nanny. Innych powodw nie potrzebowa. Zreszt moe by i tak j lubi. Lea miaa pogodne usposobienie. Bywao, i pragn, eby Nanna bya do niej podobna. - A ty si tu wylegujesz? - Lea usiada na krawdzi ka. Samuel zacisn wargi. Zreszt dawniej te si za wiele nie mia. - Czy to twoja sprawka? - spyta. - A tyle to ja nie mog - powanie potraktowaa jego art. - Takie rzeczy to nie dla ludzi, Samuelu. Ale wiedziaam, kiedy to si stao. Samuel dugo nic nie mwi. - To bya ty - powiedzia w kocu. - To twj gos prosi o Roz... Nanna by tego nie potrafia - teraz rozumia, e nie tylko jego wasna sia utrzymywaa go w przytomnoci przez dugie godziny potwornego blu w sztolni. - Roza... jest otwarta - potwierdzia Lea. - Najatwiej mi do niej dotrze. Uywaa zwyczajnych sw, nie chciaa naznacza wnuczki na dalsze ycie. Sama urodzia tylko jedno dziecko i cieszya si, e Nanna jest taka zwyczajna. Lea zaczynaa nawet myle, e dziedzictwo koczy si na niej. Ze ona bdzie ostatnia. Bo to dziedzictwo, trudne do dwigania, pooyo si gbokim cieniem na yciu wielu pokole kobiet w jej rodzinie. - A ja? - spyta Samuel. - Jak traktujesz mnie? - Do ciebie rwnie atwo dotrze - odpara Lea. - Z twojej strony te musiao by co takiego, Samuelu. Nigdy jej o tym nie opowiada. Miewa podobne myli, ale jej to nie dotyczyo. Samuel widywa twarze. Sysza ciche rozmowy ze swoich stron rodzinnych, prowadzone w odlegej przeszoci. Pogoski z dawnych czasw. Wydarzenia z wasnego ycia. Ale to nie dotyczyo Lei. - Mam lekarstwo na rany. Usun ble. - Mogaby zrobi dla mnie co wicej? Lea nie przestawaa patrze mu w oczy. Tym razem Samuel nie artowa. By powany. Cisza zaczynaa ciy. - Czy mogaby pomc mi odej? - Mam ci pomc umrze? Samuel skin gow. - Oczywicie, e bym moga - odpara Lea. Nie widziaa powodu, by nie mwi szczerze. Zi jest dojrzaym mczyzn. Nieledwie jej rwienikiem. Wycierpia wiele. Lea go lubia, chocia niektrych jego postpkw nie pochwalaa. - Ale tobie nie pomog. Chcesz umrze, zanim przyjdzie twoja godzina, musisz to zrobi sam. W takich sprawach nie pomagam. Samuel by rozczarowany. ywi swoiste zaufanie do teciowej.

- Mogem si tego spodziewa - westchn. - Jeste przecie matk Nanny. Zrobisz wszystko dla jej dobra. Ale moe dla niej byoby lepiej, gdybym si usun. Moe przyniosoby jej to ulg. Pomylaa o tym, matko Leo? - To nie z powodu Nanny ci odmawiam, Samuelu. A ze wzgldu na ciebie. I na Roz. - Chc porozmawia z Olem - oznajmia Lea, gdy wysza od Samuela. Roza miaa zaprowadzi j do brata, bo Nanna nie lubia chodzi po terenie Kopalni. Samuel bardzo uwaa, eby jej noga nigdy tam nie postaa. Nie prosilimy o ssiedztwo Kopalni, mawia, i to on chodzi do sklepu po zakupy, cho przecie Nanna wiedziaa najlepiej, czego brakuje. - To to cae miasto - nie moga si nadziwi Lea. - Sza bardzo wolno, co denerwowao Roz. Ludzie im si przygldali. Babcia Lea nadal robia wraenie. Co prawda przy swoich czterdziestu szeciu latach nie miaa ju dziewczcej figury, ale nadal bya szczupa w talii i bardzo adna. Wikszo ycia mina jej w szczciu. Wychowaa si jako jedynaczka, bo dwie jej siostry umary, m Edyard te by jedynym synem starszych rodzicw. Poznaa go, gdy by bardzo mody, kochaa szczerze i ya w dostatku. Zawsze nosia gow wysoko i z godnoci Nie krya si przed ludzkimi spojrzeniami. To Roza pochylaa kark i zasaniaa si chustk. Babka Lea swj czepek zwizaa na karku, pod zebranymi w ciki wze wosami. Miedzianosrebrzyste loki wysuway si spod nakrycia. Mimo wieku lubia si ubra i wiedziaa, w czym jej do twarzy - Ale y w tym haasie, w tym nieustannym zgieku to bym nie potrafia! A ile ludzi wszdzie! To nie moe prowadzi do niczego dobrego - mwia, nie zwaajc, e Roza nie na wszystko jej odpowiada. - Dajesz sobie jako rad, Rozo? - U mnie wszystko dobrze, babciu. Lea nie bya taka pewna. Drczyy j rozmaite przeczucia. Jedno z najintensywniejszych przekonywao j, e to nie jest najlepsze miejsce dla Rozy. Ale nie powiedziaa tego. Postanowia poczeka. Zbliy si bardziej co Rozy i upewni, czy te przeczucia s uzasadnione. A jednak co zowieszczego nie dawao jej spokoju,, kiedy wdrowaa przez to miedziane miasteczko, rozoone na zboczach gr, i Lea nie miaa wtpliwoci, e ostrzeenia dotycz wnuczki. Olego w baraku nie byo i Roza ofiarowaa si, e poszuka go w jadodajni. Prosia Le, eby zaczekaa, nie sza za ni wic babka zostaa, ale niepokj jej nie opuszcza. Roza wesza co pomieszczenia, ktrego baa si najbardziej. Paliy si mocne wiata. Peno mczyzn. Gone miechy, ordynarne sowa. Wszystko si w niej kulio, ale musiaa gow trzyma wysoko, jeli chciaa dostrzec Ole- go. Nie zobaczy go, jeli bdzie nisza od otoczenia. Potrzebujesz chopa dzi wieczr, Roza? Moemy ci jakiego wybra. Bdziemy cign losy. Ten, ktry przegra, bdzie twj. miech rozrasta si za mn, wznosi si niczym gra Solidna gra, w ktrej mogli wyrbywa sztolnie. Straszne, pogrone w ciemnociach. Jaka rka zacisna si na jej nadgarstku. Musiaa na ni spojrze. To on! W jego chichocie brzmia ton, ktrego nie lubia, ale obecno Jensa zawsze sprawiaa, e robio si jej ciepo. - Widywaem dziewczyny adniejsze od ciebie, Roza - powiedzia. - Ale ty jeste z nich wszystkich najbardziej chtna, prawda? By od niej silniejszy. Pocign j i posadzi sobie na kolanach. Przyciska do siebie tak mocno, e mczyni dookoa miali si coraz goniej. - Jens - prosia cicho, ale nie stawiaa oporu. Chciaa mu si wymkn, ale przecie by silniejszy. I lubi to okazywa. Gnit jej piersi, wsuwa rk pod szal, midzy guziki bluzki, dotyka skry. Roza walczya,

ale to go jeszcze bardziej rozzuchwalao. A zebrani wok traktowali jego zachowanie jako art. Jens Haldorsen tak si po prostu bawi z dziewczyn. - adna nie jeste, Rallar-Roza - mwi rozgorczkowany. - Ale za to jaka chtna! Nie wiedziaa, kto wyjawi w kopalni to imi, ktrym nazywa j ojciec, ani dlaczego akurat Jens je zapamita, Fakt, e on go uywa, odebra imieniu ca urod. Podliwe rce pod jej spdnic byy twarde, sprawiay bl. Chciaa mu si wyrwa. miechy przycichy. Teraz narastay gniewne pomruki. Kto powiedzia: - Do cholery, Jens, nie jeste w baraku! Nie chcemy na to patrze! Trzyma rce midzy jej udami. Roza nie schylia karku. Nie chciaa da si upokorzy na oczach wszystkich. Nie moga ukry blu. Wida go byo w jej niebieskich oczach. Zaciskaa zby tak mocno, e o mao ich nie poamaa. Mczyni widzieli, jak cierpi. Ale w jaki sposb brali udzia w tym, co on jej robi. Nie tylko Jens si tak zachowywa. Patrzcy byli czci tego, co si dziao. Teraz po prostu odwracali twarze, odchodzili. Jakby j nadal otaczali, ale oddalali si od niej. Jens nie puci Rozy, dopki wszyscy nie zobaczyli, co.z ni robi. Wtedy czkn jak po dobrym posiku i odepchn j od siebie. - Chtna - powiedzia, unis brod Rozy, skierowa jej twarz ku sobie i przyglda jej si uwanie. Nawet si nie stara ukry obrzydzenia na jej widok. - Ale okropnie szpetna. A teraz moesz i - doda. Ona jednak staa nadal. By jej przeklestwem. - Szukam Olego - powiedziaa czystym gosem. - Twj brat upi si jak winia - oznajmi Jens, opierajc si o cian. - Zanielimy go do Lapoczyka. Roza przymkna oczy i staraa si uwierzy, e nic si nie stao. Nie chciaa myle, e Jens mg jej sprawi taki bl, ale przecie to prawda, e on stara si wzi j tutaj, na oczach wszystkich, poniewa nikt mu w tym nie przeszkadza. Jens jest pikny. Pozwalaa mu robi ze sob wszystko, poniewa go kochaa. A on si po prostu bawi. Mimo to wierzya, e Jens nie jest zy. Lea patrzya na ni gniewnie. - Co tak dugo? Roza nie chciaa niczego tumaczy. - Nie ma go tam, ale wiem, gdzie jest. Rzeczywicie wiedziaa, gdzie mieszka Tomas. Bya to jedna z tych rzeczy, ktre zauwaaa nie wiadomo dlaczego. Bez stara ze swojej strony. . Tomas otworzy w tym samym momencie, w ktrym Roza zapukaa. Skrzywi si i chcia zatrzasn jej drzwi przed nosem. Potem westchn i wpuci dziewczyn do rodka. Dopiero wtedy zauway Le. Babka wycigna do niego rk i powiedziaa, kim jest Tomas skrpowany uscisn podan don Rzadko kto wita si z nim w ten sposb. Ole lea na brzuchu na pryczy Tomasa i chrapa. Roza miaa ochot go kopn. Cuchno od niego wdk i wymiocinami. Nie zarabia w kopalni a tak duo, by mg trwoni pienidze na libacje w rodku tygodnia. Alkohol w sklepie nie jest tani, poza tym chopak musi wczenie rano wraca do kopalni. - Mg by trzewy, kiedy przyjechaa - powiedziaa gniewnie do babki. Lea usiada na krawdzi pryczy. Odsuna wyronite chopice ciao pod scian, ale on nawet tego nie zauwazy Z czuosci we wzroku gaskaa jasne wosy - Czy Ole pi z Jensem? - spytaa Roza, nie patrzc na Tomasa. On przyglda jej si uwanie. - Jens i jeszcze kilku przynioso go tutaj - wyjani krtko. - Powiedzieli, e nie maj ju siy taszczy go a do jego baraku. Nie mg usta na nogach. Niech zostanie. - No a ty?

Tomas wzruszy ramionami. - Nie pierwszy raz Tomas bdzie spa na goej pododze - powiedzia. Roza zoya rce na piersiach. - Szczeniak. Powinno si go porzdnie obi. Miaa na myli brata, a nie Jensa czy kogo z tamtej paczki. - To nie jego wina. - Tomas bra Olego w obron. - Chciaam zapyta was oboje - powiedziaa Lea. - Ciebie i Olego, bo wiem, e Samuel odmwi, ale to przecie na was spadnie teraz cay ciar utrzymania rodziny. My z Edyardem zastanawialimy si nad tyin i chcemy wam pomc. Samuel i Nanna nie musz o niczym wiedzie... - Nie - odpara Koza. - I Ole powie ci to samo. Jeli nie moesz zaproponowa pomocy ojcu, bo by ci odmwi, to my te nie moemy jej przyj. - Jeste niebezpiecznie dumna, Rozo. - Tak - odpara dziewczyna. - Mam tylko t dum. Lea westchna. Delikatnie dotykaa jasnych lokw Olego. Pogaskaa te kark Rozy. - To wanie ta postawa przeladuje nasz rd niczym mara! - umiechna si blado do Tomasa. Roza zdawaa i nie dostrzega modego czowieka. By dla niej jak powietrze. - Powiniene wybiera atwiejsze cieki - rzeka Lea do jedynego obecnego w tym pomieszczeniu, ktry chcia jej sucha. Staa naprzeciwko Tomasa i wiedziaa, e on akceptuje jej wiedz. Mia bardzo pikny umiech. - Przyjd tu jutro po drodze do kuchni, eby go wykopa do roboty - powiedziaa Koza bardziej do ciany ni do Tomasa. - Ja go obudz. - Przyjd i tak - oznajmia hardo. Rozdzia IV Roza budzia si w domu pierwsza. Podoga bya zimna, kiedy sza napali w piecu. Nastawiaa wod na kaw. Gotujc zup mleczn, ubieraa si. Nawet babCia Lea jeszcze nie otworzya oczu. Roza przed wyjciem obudzia Hansa. Poprosia, by przypilnowa kawy. Po drodze do Kopalni nie spotkaa nikogo. Moe zreszt spotkaa, ale nie widziaa. Roza zapatrzona bya w siebie. Czy powinnam brzydzi si sob? Czy moe brzydzi si Jensem? To, co istnieje midzy nami, nie jest pikne, ale istnieje. Kiedy si nad tym zastanawiam, wiem, e to prawda. On mnie przynajmniej dostrzega. W baniach ksita s pikni. I ksiniczki ich zdobywaj. Ja marzyam o ksiciach i rycerzach. Jednak aden z nich nie by taki pikny jak Jens. On jest czym wicej ni ksiciem. Nosz te rado w piersi. Poniewa Jens istnieje i dostrzega mnie. Nie mog mie nadziei, e on o mnie myli, ale niekiedy widuj w jego oczach wasne odbicie, a wtedy czuj, e yj. - Ole ju poszed - poinformowa Tomas. Sta ubrany, gotowy do pracy i trzyma przed Roz otwarte drzwi baraku, chocia Olego ju tam nie byo. Roza chciaa natychmiast zawrci, ale on wcinl j do rodka. Powaga malowaa si na jego twarzy, ktra miaa ten sam kolor, co jego robocza bluza. Oddycha ciko. Mocno zaciska szczki. Opiera si plecami o drzwi, w ciasnym pomieszczeniu byo mao miejsca.

I ciemno. Swit dopiero si zaczyna. - Co si z tob dzieje? - spyta. - A dlaczego chcesz wiedzie? - Czy on naprawd ci wzi w tej jadodajni? Jens... Roza poczua, e co si w niej zamyka. Powiedziaa: - Nie. - Przyszli tutaj, paru tych, z ktrymi wczoraj biesiadowa. Robili straszny haas. Nie powinienem by ich wpuszcza, ale obudziliby ca Kopalni... - I powiedzieli Olernu o mnie? To kamstwo? - O tobie i o Jensie. Zalega cisza. Potem Tomas mwi dalej: - Smiali si. Przekonywali Olego, e Jens robi z tob, co chcia. Ze jego siostra jest w jadodajni jak przekska dla kadego, kto zechce. Przynajmniej dla Jensa. A kto wie, co si tam jeszcze dzieje po ktach, gdy Jens ju si znudzi... Roza westchna. - Dlaczego ty na to pozwalasz? - spyta Tomas. - On ci traktuje jak mie. - To moja sprawa. - Ole poszed szuka Jensa. Roza przestraszya si o brata. Jest taki porywczy. To po ojcu, dobrze o tym wiedziaa. Sarna te nosi to we krwi. Ole jest taki do niej podobny. Zacza si niepokoi o Jensa... - Posaem za nim paru starszych mczyzn - uspokoi j Tomas. - Za Olem. Ja sam chciaem zaczeka na ciebie. Masz prawo wiedzie, co si dzieje. Oni go na pewno znajd. Powstrzymaj obu. Gdybym wiedzia, e to pomoe, to bym poszed z twoim bratem. Jens sobie zasuy na to, co Ole chce mu zrobi. Ole wystpuje w twojej obronie. On duo myli o honorze... Ole nie by w stanie przemwi jej do rozsdku, To- mas te nie potrafi robi jej wymwek. Spyta tylko: - Dasz rad? jeste w stanie i do kuchni i pracowa przez cay dzie? - A co main zrobi? Przecie to, o czym oni gadaj, nie miao miejsca. Tomas poszed do kopalni. Roza uniosa gow, pozwalajc, by poranne soce ogrzewao jej pokryty bliznami, czerwonobiay policzek. Jak zawsze, kiedy sza do pracy, wosy zwizaa w wze na karku i ukrya pod chustk. jej oczy byy teraz jak niebieskie szkieka. Stukot jej obcasw by jedynym dwikiem w jadalni. Wszyscy obecni wstrzymali dech, mczyni, pracu