Różewicz Tadeusz - Kartoteka

Embed Size (px)

Text of Różewicz Tadeusz - Kartoteka

Tadeusz Rewicz Kartoteka

Od wydawcy: Tadeusz Rewicz i krytyka o "Kartotece". Rozmowy o dramacie. Wok dramaturgii otwartej. (Stenogram rozmowy odbytej w redakcji "Dialogu" w dniu 23 IV 1969 z udziaem Tadeusza Rewicza i Konstantego Puzyny). PUZYNA: Porozmawiajmy troch o teatrze, dawno ju tego nie robilimy. O teatrze w ogle i o pana teatrze. O koncepcji teatru zawartej w pana sztukach ju napisanych i o tej, ktr chciaby pan realizowa i rozwija. I jeszcze - o relacji midzy tekstem i scen. Bo wiemy obaj, e teatry nie zawsze robi z pana sztuk to, co mona by z nich wyczyta. Zacznijmy moe tak: czy piszc, widzi pan w wyobrani konkretn realizacj? REWICZ: Sam fakt realizacji jest dla mnie spraw drugorzdn. Spraw najwaniejsz jest rozegranie dramatu "na papierze". Co bdzie z tym robione w teatrze, a nawet kto bdzie to robi, nie jest dla mnie spraw istotn. Chocia na swj sposb interesuje mnie to rwnie. PUZYNA: Ale piszc sztuk jako j pan sobie przecie wyobraa rozegran przez aktorw w przestrzeni scenicznej? REWICZ: Gdy cofn si pamici do Kartoteki, sztuki, ktr uwaam za swj debiut sceniczny - nie miaem tego uczucia oczekiwania na realizacj. By pan wtedy kierownikiem literackim Teatru Dramatycznego i rozmawialimy o tej sztuce, mwiem, e nie wiem czy to koczy, czy to pisa dalej. Pan wtedy powiedzia, e to by wasz teatr interesowao. Ten fakt wpyn w jakiej mierze na to, e

wKartotece znalazy si jakby ustpstwa, dodatki dla teatru, dla reysera, jakby przeksztacenia wanego dla mnie, czysto literackiego tekstu, w tekst dla reysera... PUZYNA: Owszem, pamitam, e Wanda Laskowska, ktra przedstawienie reyserowaa w Teatrze Dramatycznym, dodaa tekstowi jakby ram z dwu pana wierszy, ktrymi rozpoczynaa i koczya spektakl. Natomiast w znakomitym woskim spektaklu studentw z Genui, o ktrym panu kiedy opowiadaem -bya to chyba najlepsza realizacja Kartoteki ot tam ramy takiej nie byo. Bya po prostu form otwart bez wyranego pocztku i koca. Jak gdyby sztuka bya tylko czci jakiego szerszego, cigego nurtu twrczoci, ktrej poszczeglne dramaty s tylko wycinkami, fragmentami, a nie zamknit caoci. REWICZ: Oczywicie tak nie jest, e sztuka si w ogle nie zaczyna i nie koczy, przynajmniej na papierze. Niezalenie od tego, jak sobie wyobraamy domniemany pocztek i koniec sztuki. Niemniej na przykad w Kartotece realizatorzy warszawscy czuli widocznie brak i potrzeb wyraniej szego pocztku i koca. PUZYNA: W bardziej konwencjonalnym sensie, ni to leao w pana zamyle? REWICZ: Uy pan tutaj sformuowania: dramaturgia otwarta, sztuka otwarta. To dla mnie sprawa istotna. Wywodzi si ona z moich wczeniejszych dowiadcze poetyckich: poematu otwartego, ktry si wanie tak nazywa - Poemat otwarty. Gdzie kady mg niejako wej w rodek ze swymi sprawami. Co podobnego byo take w Kartotece: tam te kady mg wej w rodek, dopisa jaki fragment czy koniec, rozszerzy czy uzupeni jak scen. Czym jest koniec sztuki? To oczywicie koniec fabuy, akcji, jakich dziejw. W Grupie Laokoona te pocztkowo teks by jakby nie zakoczony, potem na prob reysera dopisaem kwestie dziadka, ktre jako pointuj, zamykaj sztuk, stawiaj kropk nad i. PUZYNA: Czy naleaoby jednak traktowa pana sztuki jako pewien cig wsplny, gdzie adna sztuka nie jest zamknita, ale jedna wynika z drugiej, albo wrcz w ni przechodzi? I to nawet bez "cznikw", ktre byy, ale gdzie wypady? REWICZ: Oczywicie, pewne elementy mogyby by w tej dramaturgii przenoszone z jednej sztuki do drugiej nawet zmieszane w now cao, ale nie jest to dla mnie sprawa dowolna. Musz one by bardzo skrupulatnie czone na zasadzie, nazwabym to, kontrapunktu obrazw poetyckich, gdzie wszystko ma pewn cis logik. Jest to take logika pewnego rytmu wewntrznego, rzeczy utajonych, przeczu nawet, intencji. PUZYNA: Jeli jednak jest to logika obrazw, to s one take obrazami wizualnymi. A wic ich realizacja sceniczna...? Niektrych przecie nie rozpisuje pan nawet na dialog, markuje je tylko w didaskaliach, pozostawiajc reyserowi zupen swobod konkretyzacji scenicznej, a nawet poszerzania czy rozbudowania. W obraz bez sw. To przeplatanie si obrazw bezsownych z obrazami ju skonkretyzowanymi w sowie, w dialogu, daje take pewien kontrapunkt, pewien rytm wewntrzny utworu, budowany nie poprzez logik akcji, ale poprzez logik skojarze czy myli, rzdzcych takim czy innym nastpstwem obrazw. Ale, jak z tego wynika, nie wszystko jednak rozgrywa pan na papierze. Cae due partie, to biae plamy. REWICZ: Zasada jest tu zbliona do budowy niektrych moich poematw, np. Et in Arcadia ego. Poemat ten mgby, moim zdaniem, by wystawiony prawie w tej formie, w jakiej zosta napisany. Myl, e elementy pewnych sztuk mogyby wychodzi z innych elementw w innych sztukach. Na przykad prolog do miesznego staruszka, publikowany zreszt w "Dialogu" pniej ni sztuka, by waciwie pocztkiem sztuki Przyrost naturalny.

"Duo czystego powietrza". (Z Tadeuszem Rewiczem rozmawia Krystana Nastulanka). "Polityka" 1965. N.: A jak Pan widzi lini rozwojow swojej dramaturgii poczwszy od Kartoteki a po ostatnie sztuki bliskie grotesce? R.: Moje sztuki nie maj nic wsplnego z grotesk. Grotesk uwaam za uatwienie. - A siebie za realist, co zreszt podkrelam wielokrotnie w Akcie przerywanym... Bardzo mi brak wsppracy z reyserem i z zespoem, ktry mgbym uwaa za swj zesp. Dotychczasowa moja praktyka to przypadkowe spotkania. A praca w teatrze powinna by kolegialna. N.: Nazwa Pan siebie realist... Ale przecie Pana realizm jest jednak czym innym ni realizm Zapolskiej? R.: Wwczas teatr by chyba po prostu lustrem. N.: A dzisiaj - prosz mi darowa bana - czym? Krzywym zwierciadem? R.: (miejc si) Nie. Rozbitym, roztrzaskanym lustrem. Nie twierdz, e to si nie zmieni. Moe znajd si autorowie, ktrzy poka nam nowe lustra, w ktrych odbity wiat bdzie identyczny ze wiatem realnym. Mnie na przykad interesuje bardziej takie zagadnienie: punkt, w ktrym dramat staje si komedi, a komedia dramatem. N.: To bardzo trudne zagadnienie. Na naszych oczach mieszaj si gatunki, formy, jzyki rnych gazi sztuk... R.: To ciekawe. Monta moe wywoa napicie dramatyczne. Klasycznym przykadem jest pop-art. Wszystko oczywicie zaley od kta widzenia. Mnie na przykad ogromna pusta tuba po pacie napawa optymizmem, umiechaem si do niej. Promieniowaa z niej na mnie higiena i aseptyka. Kogo innego ten sam przedmiot mg napawa na przykad przeraeniem. Czego jeszcze chciaaby si Pani ode mnie dowiedzie? Marta Piwiska: "Rewicz, romantyzm, awangarda." "Dialog" 1969 nr 7. W dramatach Rewicza ogldamy dwie prawdy. Jedna, to codzienno, powszednio, zwyko, stabilizacja: sceny rodzinne, jedzenie zupy, jazda pocigiem, zabiegi toaletowe, przestawianie mebli, spadanie, dugie pauzy, w ktrych "nic si nie dzieje". Bohaterowie s anonimowi, zwykli, zawieszeni midzy typow przecitnoci a moralitetowym uoglnieniem. Na scen wchodz i ze sceny schodz postacie bez adnej konsekwencji, nic si nie rozwija, nie ma porzdkujcej fabuy, a jednak jest w tym jaki porzdek. Porzdek codziennego ycia, porzdek jego koniecznoci i przyziemnoci, przymus stereotypw, przymus narzucony przez formy i instytucje: rodzin, szko, uniwersytet, kolej, biuro. Wszystko w utartych koleinach. Nawet sowo ulega temu schematowi - alfabet. Automatyzm ycia, terror stereotypw, rygor cywilizacji, rygor kultury, owego "ducha", ktry dokonawszy wielu operationes spirituales uzna wreszcie terror i brak ducha za najlepszy porzdek i zamieni ludzi w automaty (po pierwszej wojnie zapowiada to ju pewien duchowny w szwajcarskim sanatorium). I druga prawda, ktra czasem zreszt prowadzi Rewicza na artystyczne manowce: prawda wyzwolonego instynktu, prawda "darwinowska". Prawda mwica, e strach i terror zmienia czowieka w besti, ale e w nim samym kryje si zwierz okrutne i bezwzgldne w zaspokajaniu swoich potrzeb: mordowanie kota przez chopca w Naszej malej stabilizacji, balet "samcw" i balet "bufetu" w Wyszed z domu, zwierzco ludzka ledwie ukryta w akcji "za drzwiami" w Akcie przerywanym. Erotyczne perwersje i strach miesznego staruszka, dwaj ludzie wynurzajcy si z piasku i rzucajcy si na siebie - z mioci? z nienawici? - w Starej kobiecie. Osaczenie czowieka przez natur, ktra kae mu je, pi, spa i to samo w kko coraz zachanniej i wicej. Koszmar owego ukrytego w kadym czowieku "psa", czowieka zdegradowanego po wojnie w swoim czowieczestwie, ktry wie

ju o tym, e nosi w sobie zwierz cigane, zdychajce lub gotowe zagry inne zwierz ludzkie i nie moe o tym zapomnie, nawet ukrywszy t prawd pod drug i trzeci skr, nawet na "ustabilizowanym" fotelu. Take w Kartotece przedstawiciel wspczesnej literatury, "Pan z przedziakiem", zachowuje si jak pies, "obchodzi na czworakach cay pokj, obwchuje nogi stou, krzeso, zaglda pod ko, zaczyna gada podnoszc pysk". Jego waciciel charakteryzuje go: "powie mu pan cierp, cierpi, pawie mu pan skacz, skacze, a nawet potrafi czyta i pisa... dosta medal na wystawie psw w Paryu... jest inteligentny, dobrze uoony... uoenie nie jest trudne... wystarczy umiejtne postpowanie, nieco cierpliwoci... w pracy psa dziaaj cztery czynniki: pasja owiecka, wiatr, chody i inteligencja". A kiedy "Pan z przedziakiem" ukazuje si przed "Bohaterem", ten go wita: "Czuj wazelin, lakier, bdzin i literatur", i podaje mu do picia wod z miednicy: "W tej wodzie moczy nogi uczciwy, prosty czowiek. Pij. To lekarstwo dla takich jak ty! Jak my..." w "uczciwy, prosty czowiek" to kilkakro ju spotykany "wuj" i w ten sposb znowu dostajemy si w krg rodziny i domu. Motyw tsknoty do powrotu pojawia si z ca wyrazistoci. Wuj mwi: "Czekamy na ciebie wszyscy. I mama i siostry... Nie chcesz jeszcze wraca ze wiata do domu?" Na co otrzymuje odpowied: "Mam duo spraw do zaatwienia, rne sprawy, trudno si od tego oderwa, trudno poapa. Moe pniej". [...] Wspominaem ju o Chaplinie. Ten stary, mieszny czowiek w zmitym, znoszonym ubraniu, z opuchymi stopami, wychodzcy z anonimowych mrokw jakiego maego miasta czy getta i wdrujcy przez wielki wiat "dzisiejszych czasw", zarazem ironicznie groteskowy i melancholijnie sentymentalny - to wanie bohater (lub lepiej - aby trzyma si terminologii jego twrcy -